Album fotograficzny sprzed wielu, wielu lat. Na pierwszy rzut oka jedna wielka zagadka, ale…

4.9
(10)

Album fotograficzny tak stary, że nikt już nie wie, do kogo należał, kto jest przedstawiony na zdjęciach i gdzie ręka fotografa naciskała spust migawki? Dowiedzieć się o nim czegoś więcej to – według Ciebie – „Mission: Impossible”? Mam dobre wieści. Tak naprawdę nie jest trudno zostać Ethanem Huntem. Trochę czasu, uwagi i szczęścia, a zobaczysz, że album ma Ci jednak coś do powiedzenia!

Karp, choinka i plotki, ploteczki, plotunie…

Już jutro wielu z nas zasiądzie przy wigilijnym stole. Święta to okres spotkań w rodzinnym gronie – także z nestorami i młodszymi strażnikami rodzinnej pamięci. Mają oni tendencję do przywoływania w rozmowie przeszłości, co warto wykorzystać – zwłaszcza jeśli interesujesz się historią rodziny. Rozmowę taką najlepiej prowadzić z albumem czy też albumami fotograficznymi przed sobą. I zasadniczo dwie tutaj widzę drogi: albo wyciągasz swoje pamiątki, na przykład te hieroglificzne albumy przywołane w tytule, albo na stole lądują skarby Twojego rozmówcy.

O tym, jak odkrywać rodzinne sekrety z przeszłości dowiedzieć się możesz na przykład z ciekawej rozmowy z genealożką Martą Maćkowiak (do przeczytania i odsłuchania tutaj). Ja natomiast postaram się dzisiaj pokazać Ci, że nawet niewielkim nakładem sił i środków da się coś „wydusić” choćby z trudnego, milczącego albumu. Nie zajmuję się na co dzień genealogią i nie czuję się w tej dziedzinie biegły. Dlatego ten przykład tym bardziej przemówi może do Twojej wyobraźni i wleje w serce trochę nadziei.

Mosiądz, a w środku złoto

Kilka miesięcy temu trafił w moje ręce album fotograficzny znaleziony w Wałdowie. Sam album, jako przedmiot, byłby w stanie dostarczyć jakiś informacji, gdybym tylko był specjalistą w tej dziedzinie. Moją uwagę zwróciły piękne okucia, zwłaszcza to centralne, jak tarcza herbowa, umieszczone pośrodku okładki. Jak dla mnie zdobienia wykonano z mosiądzu, miejscami pokrytego już delikatną patyną, ale to intuicja – taki Daniel Nita (koniecznie zobacz poprzedni wpis na blogu) pewnie nie miałby większych problemów z identyfikacją materiału. Do tego płócienna, twarda okładka i solidne, kartonowe karty. Zobacz tylko:

Okładka i druga karta albumu znalezionego w Wałdowie

Ze względu na prace przy książce album musiałem odłożyć na bok. Mogłem do niego wrócić dopiero teraz. Oczywiście na początku przejrzałem jego zawartość, żeby sprawdzić, z czym mniej więcej mam do czynienia. Osoba, która pożyczyła mi album, nie mogła powiedzieć zbyt wiele na temat znaleziska. Wiedzieliśmy do kogo należał wcześniej dom, w którym dokonano odkrycia. Nie znalazłem jednak niczego, co potwierdzałoby, że to przedstawiciele tej rodziny byli pierwszymi posiadaczami albumu. Szczerze mówiąc, wtedy przegląd zawartości zrodził we mnie raczej ponure myśli względem rezultatów analizy fotografii. Tylko jedno z kilkudziesięciu zdjęć dawało jakiś konkret, jakiś punkt zaczepienia. Na jego odwrocie napisano bowiem między innymi: „Szuminski J. [nieczytelne], Joseph Osleger Chicago Amerika Woodstr. No. 1013”. Ten wątek do niczego mnie ostatecznie nie doprowadził, chociaż od razu wyjaśnię, że mogłoby być zupełnie inaczej, gdybym mógł skorzystać z serwisów genealogicznych takich jak www.geni.com lub www.myheritage.pl, posiadających ogromne genealogiczne bazy danych. Ja nie mogłem tego zapisku wykorzystać, lecz potencjalnie każda informacja tego rodzaju może być game changerem.

Mamy schemat. Fotografię „zero” też!

Szuminski i Osleger okazali się nieprzydatni. Zabrałem się więc za oględziny materiału. Po pierwsze zauważyłem, że wiele kart jest skomponowanych według klucza. Pokazują one tych samych ludzi, jakby jedną gałąź rodu. Niekiedy – na różnych etapach życia. Tak jak tutaj:

Jedna z kart wpisujących się w opisany schemat

Schemat było łatwo dostrzec. Część kart wygląda następująco: u góry, w małych okienkach, młodzi; na dole, w dużych okienkach, zdjęcia rodzinne lub ślubne. Jak wspomniałem, schemat dotyczy części kart. Zdjęcia były jednak wyjmowane, co mogło narobić zamieszania i zatrzeć układ na pozostałych stronach. Tak czy owak: mamy zestaw powtarzających się twarzy, pierw młodych, jeszcze portretowych, później już w związkach małżeńskich. Czyli co? Album fotograficzny rodziców i zdjęcia dzieci, ale też dalszych krewnych? Ma to sens, na to mi wygląda.

Utwierdza mnie w tym przekonaniu fotografia, którą po analizie materiału uznaję za „pramatkę”, za fotografię „zero”. To zdjęcie rodzinne, przedstawiające zapewne rodziców z dziećmi. To właśnie te młode twarze z „pramatki” widzę na wielu pozostałych kartach. Zdjęcie „zero” stanowi zatem klucz do zrozumienia zawartości albumu. Zostało ono wykonane w atelier Johna Greve, mającego zakłady w Człuchowie, Sępólnie i Tucholi. Pozostałe fotografie dzięki informacjom o zakładach fotograficznych dają nam wskazówki co do tego, gdzie żyły osoby na nich uwiecznione. Jeśli zdjęcie „zero” powstało gdzieś w pobliżu Człuchowa, Sępólna i Tucholi, to reszta podpowiada nam, gdzie później żyły osoby stojące dumnie w atelier Johna Greve, skąd mniej więcej mogli pochodzić ich małżonkowie i skąd mogły pochodzić małżonki.

Czyli mamy rodziców z 5 wyrośniętych dzieci i fotografie z dalszych etapów ich życia, wzbogacone konkretnymi miejscowościami. To już naprawdę coś! Jedna fotografia ma napisane na odwrocie „Zdjęcie w roku 1919 r.”. Ja widzę na nim osobę z „pramatki”. I jeśli porównam twarze z obydwu ujęć, to daję tym zdjęciom jakieś 15-20 lat różnicy. Skoro tak, prazdjęcie powstało gdzieś w okolicach 1900 roku. Kluczowe zdjęcie wraz z zestawem kilku późniejszych, ważnych fotek zobaczysz tutaj:

Od góry: fotografia „zero” (nasza fotka bazowa), fotografia z datacją na odwrocie (1919) i dwie fotografie z osobami widocznymi na fotografii „zero”.

Polacy, katolicy?

Owa datacja pokrywa się chronologicznie z wizerunkami papieża Piusa X i biskupa chełmińskiego Augustyna Rosentretera, które również znalazły swoje miejsce w albumie. Rosentreter był biskupem chełmińskim, rezydował w Pelplinie od 22 grudnia 1898, sakrę biskupią przyjął 9 lipca 1899 roku. Pius X był papieżem od 4 sierpnia 1903 do 20 sierpnia 1914. Skoro prazdjęcie pochodzi zapewne z okolic 1900 roku, to idealnie koresponduje czasowo z powyższymi materiałami.

Wizerunki dostojników kościelnych oraz kilka zdjęć kapłanów sugeruje, że rodzina, która stoi za założeniem albumu była wyznania rzymskokatolickiego. A skoro tak, to bardziej prawdopodobne, że mamy do czynienia z Polakami niż Niemcami. Uprawdopodobniają to oczywiście wspomniany napis w języku polskim oraz fakt, że część zdjęć wykonano w polskich zakładach fotograficznych. Niemcy na obczyźnie nie skorzystaliby przecież z usług Kosciuszko Photo Art Company. Swoją drogą zakłady fotograficzne i ich historia to równie ciekawe zagadnienie, często przydatne w datowaniu zdjęcia.

Gdybym chciał kopać głębiej, wiadomo – powtórzę się, ale obowiązkowo przeszukałbym bazy serwisów takich jak Geni lub MyHeritage. Szukałbym „Szuminskiego” i „Josepha Oslegera” z Chicago, szukałbym śladów polskiej rodziny z Wałdowa z przełomu wieków – z piątką dorosłych dzieci, z których niektóre wyemigrowały za ocean. W ogóle jeśli myślisz na poważnie o genealogii, to zachęcam od odwiedzin obu serwisów. Znajdziesz tam mnóstwo porad i wskazówek jak zabrać się za badanie dziejów swojej rodziny. Co dalej? W sieci jest od zatrzęsienia miejsc, w których wyżywają się miłośnicy badań genealogicznych. Głupotą byłoby nie skorzystać z ich wiedzy i życzliwości.

To co, da się być Ethanem Huntem? Pewnie, że się da!


PS W ostatnim wpisie opowiedziałem równie ciekawą historię związaną z Wałdowem i pewną fotografią… Kliknij i przeczytaj, nie zawiedziesz się!

PS 2 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.9 / 5. Liczba głosów: 10

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!