Arno Brasch i Klaus Fuchs w jednym stali domu? Sępólno w aktach śledztwa przeciw słynnemu szpiegowi!

4.7
(13)

Nie uwierzysz, gdzie można się natknąć na wzmianki o naszym regionie i jego mieszkańcach. Czy przyszłoby Ci do głowy, że znajdziesz je w dokumentach FBI, odsłaniających kulisy rozbicia sowieckiej siatki szpiegowskiej, której częścią był słynny Klaus Fuchs? Nie? Mnie też nie – ale wyobraź sobie, że tak właśnie jest.

FBI poluje

Ostatnio wiele się mówi o rosyjskiej broni nuklearnej – w kontekście potencjalnego ataku na Ukrainę a nawet kraje wschodniej flanki NATO. Nic w tym dziwnego, ponieważ przynajmniej na papierze rosyjskie strategiczne siły jądrowe prezentują się imponująco. Przypomnijmy, że historia broni tego rodzaju sięga lat 40. ubiegłego wieku. Początkowo największe szanse na skonstruowanie bomby mieli Niemcy. Później do wyścigu dołączyli Amerykanie i Sowieci. Finał tych zmagań znamy chyba wszyscy: to rok 1945, Hiroszima i Nagasaki. Pierwsza radziecka bomba atomowa wybuchła w roku 1949 – szybciej niż przewidywali Amerykanie. Wpływ na to miały informacje wykradzione jankesom za sprawą osób zaangażowanych w Projekt Manhattan (o projekcie – klik).

Jedną z takich osób był niemiecki fizyk Klaus Fuchs (bio – klik). Nie uszło mu to jednak bezkarnie. Został złapany, osądzony i skazany na karę więzienia. W USA działalność Fuchsa badało FBI. Obecnie materiał zgromadzony przez śledczych w tej sprawie (nota bene będący częścią sprawy jeszcze słynniejszych Rosenbergów) jest udostępniony w sieci. Szpiegostwo w tak ważnej dziedzinie jest rzeczą niebywale istotną, toteż Fuchsa prześwietlono bardzo dokładnie. Starano się wziąć pod lupę każdego, kto mógł mieć związek z jego przestępczą działalnością. Wśród osób, którymi zainteresowało się FBI, znalazł się fizyk urodzony… w Sępólnie. Tak, to nie pomyłka!

Ciii, top secret

Jegomość ten nazywał się Arno Brasch. Agenci umieścili go na liście osób podejrzewanych o bycie kontaktem Fuchsa, określanym jako GUS, GOS lub GOOSE. Doczekał się on takiej oto charakterystyki w aktach:

Notatka na temat Brascha, znajdująca się w aktach FBI. / źródło: https://vault.fbi.gov/rosenberg-case/klaus-fuchs

Dowiadujemy się z niej naprawdę sporo. Dr Arno Alfred Brasch, syn Leonarda i Bianki z domu Lazarus, urodził się 24 marca 1904 roku. Mieszkał w Nowym Jorku – pierw w hotelu Marcy przy 720 West End Avenue, później pod adresem 215 West 90th Street (niezła lokalizacja na Manhattanie!). W tamtym czasie pracował w Electronized Chemicals Corporation, dysponującym laboratorium, w którym zajmowano się też zagadnieniami z zakresu fizyki jądrowej. Według niektórych źródeł był nawet jednym z założycieli tej firmy. W gronie jego „podejrzanych” znajomych znajdowali się polski fizykochemik Ignacy Złotowski, delegat Polski do Komisji Energii Atomowej ONZ (bardzo ciekawa postać – klik), oraz Eleanor Gimbel, związana z wieloma organizacjami lewicowymi („communist front organizations”).

Ostatecznie okazało się, że poszukiwanym łącznikiem był Harry Gold, który również znajdował się na wzmiankowanej liście. Ale Brasch nie bez powodu znalazł się na radarze służb…

Arno Brasch i nieśmiertelna truskawka

Żyd wyemigrował do Stanów w latach 30. już jako ceniony fizyk. W niemieckiej Wikipedii podano błędnie, że urodził się on w 1910 roku w Berlinie. Piszę „błędnie”, ponieważ kłóci się to z ustaleniami FBI i z kilkoma innymi źródłami łatwo dostępnymi w Internecie, gdzie mowa jest o 1904 roku. Co do Berlina – pewności mieć nie mogę. W każdym razie żydowskie rodziny Lazarus i Brasch mają długą tradycję zamieszkiwania w Sępólnie. Zanim młody badacz wyprawił się za ocean, żył i pracował w stolicy Niemiec. Informacje na temat działalności naukowej mężczyzny znajdziemy w sieci bez trudu – niestety nie natrafiłem nigdzie na syntezę jego dorobku, na jakieś przystępne opracowanie całości.

Z tego, co udało się mi zrozumieć (przyznaję – fizyka wykładana w języku angielskim i niemieckim nie jest moją mocną stroną), Brasch wraz z kolegami eksperymentował z wykorzystaniem wysokiego napięcia w fizyce jądrowej, a po przyjeździe do USA testował między innymi sposoby sterylizacji produktów spożywczych. Wraz ze współpracownikami z Electronized Chemicals Corporation opracował „capacitron”, czyli akcelerator służący między innymi do sterylizacji jedzenia za pomocą wiązki elektronów. Wiązka zabijała bakterie, zatrzymywała reakcje chemiczne, nie niszczyła jednak struktury obiektu. Wynalazek doczekał się wielu wzmianek w prasie, w tym artykułu w poczytnym tygodniku „Life”.

Fotografie z artykułu w tygodniku „Life”: z lewej Brasch w laboratorium, z prawej truskawka, która po napromieniowaniu i zamknięciu w pojemniku po 6 tygodniach w temperaturze pokojowej jest wciąż świeża i soczysta. / źródło: „Life” z 10 marca 1947

Sporo ciekawych informacji na temat kariery fizyka znajdziemy w dwóch artykułach zamieszczonych w żydowskim czasopiśmie „Aufbau” w drugiej połowie lat 40. W jednym Manfred George pisze o capacitronie, przy okazji charakteryzując Brascha jako człowieka kochającego życie i dalekiego od stereotypu nudnego naukowca. Drugi tekst jest autorstwa samego Brascha. Autor omawia w nim stan i perspektywy rozwoju fizyki jądrowej i jej praktycznego znaczenia, odwołując się do swoich własnych doświadczeń.

Od atomu do tytoniu

Nasz krajan całkiem nieźle odnalazł się za oceanem. Chociaż osiadł na stałe w Wielkim Jabłku, początkowo miał do czynienia z Caltechem, czyli Kalifornijskim Instytutem Technicznym – czołową uczelnią techniczną świata. Od 1931 roku funkcjonowało w nim Lawrence Radiation Laboratory, założone przez przyszłego noblistę, Ernesta Orlando Lawrence’a. O pobycie Brascha w Caltechu wspominają inny noblista, fizyk i astrofizyk William Fowler (bio – klik) oraz Victor Wouk, pionier rozwoju pojazdów o napędzie elektrycznym i hybrydowym. Wydaje się jednak, że przygoda Brascha z instytutem nie trwała długo i nie była zbyt owocna. Ponadto jeszcze przed wojną pracował on krótko w Paryżu w laboratorium Irène i Frédérica Joliot-Curie (bio – klik). Można więc powiedzieć, że z najtęższymi umysłami świata randkował często, ale bez spektakularnych rezultatów.

Jeszcze w Niemczech nawiązał znajomość z wybitnym fizykiem i biologiem molekularnym Leó Szilárdem (bio – klik). Na kartach biografii Węgra pióra Williama Lanouette’a Brasch pojawia się kilka razy. Jest tam mowa między innymi o tym, że bogaty wuj Brascha z Gdańska, Isbert Adam, prowadził interesy z Szilárdem. I to kolejny niezwykle ciekawy wątek! Isbert Adam (w polskiej Wikipedii nie wiedzieć czemu Adam Isbert) miał się urodzić w 1880 roku w Sępólnie. W latach 1923-25 był przewodniczącym Zarządu Wyznaniowej Gminy Żydowskiej w Bydgoszczy. Handlował tytoniem i dziełami sztuki, był właścicielem firmy transportowej Havana Importer S.A. W latach 30. pełnił funkcję konsula Kuby w Gdańsku. W 1941 roku trafił do Nowego Jorku, gdzie zmarł w roku 1973 (Adam ma swój własny wpis na blogu – klik).

Jest to równie ciekawa historia – na pewno godna odrębnego wpisu.

Kolejne fotografie z laboratorium Brascha, znajdujące się w archiwum tygodnika. Z lewej Braschowi towarzyszy być może Wolfgang Huber, jego kolega z Electronized Chemicals Corporation. / źródło: http://images.google.com, autor: Fritz Goro

Nowy Jork, nowy rozdział

Na szczęście Arno Brasch okazał się kompetentnym naukowcem, nie konfidentem. Swoją drogą – niesamowite, jak dojście Hitlera do władzy osłabiło europejską, zwłaszcza niemiecką naukę. Brasch był jednym z tysięcy emigrantów – inteligentny i wykształcony, ze znajomościami, przy czym daleko mu jednak było do czołowych umysłów, które opuściły III Rzeszę. Jeśli chodzi o fizykę, exodus objął przecież kilku aktualnych i kilku przyszłych noblistów!

Niesamowite jest również, jak nauka pomogła mu zachować życie i zaaklimatyzować się w Ameryce. Część jego bliskich – matka Bianca, ciotka Hildegard Steinberg – zginęła w Oświęcimiu. On i na pewno jego wuj Isbert Adam przetrwali w dalekich Stanach. On – robiąc to, co lubił. Czy udałoby mu się to, gdyby nie fizyka?


PS Ciekawostka – broń atomowa, sowiecka oczywiście, rozlokowana była także na terytorium Polski. I to całkiem niedaleko – bo w Brzeźnicy-Kolonii w powiecie złotowskim. O ile się orientuję, obiekty jednostki wojskowej, gdzie składowano głowice atomowe, są dostępne (chociaż nie wszystko się do dziś zachowało).

PS 2 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.7 / 5. Liczba głosów: 13

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!