Był kaleką, mieszkał w Wiśniewce. W Berlinie postawili go na nogi. Dosłownie!

5
(8)

Wilhelm Kruger miał problem. Mimo młodego wieku stał się inwalidą. Na szczęście miejscowy lekarz wysłał go na leczenie do Berlina. Tamtejsi fachowcy pomogli mężczyźnie, a jego przypadek został opisany w literaturze fachowej. A teraz trafia na łamy Clio.

Osseous co?!

Nie wiem jak ty, ale ja należę do pokolenia, które niecierpliwie wyczekiwało emisji kolejnych odcinków serialu Dr. House. Perypetie równie genialnego co aroganckiego diagnosty, mizantropa, swego czasu ściągały przed ekrany rzesze ludzi. Dzięki serialowi słowo „Kawasaki” zacząłem kojarzyć nie tylko z motorami, a vicodin na zawsze przywoływać będzie twarz Hugh Laurie’ego. Co seans z emocjami śledziłem cały proces diagnostyczny, chociaż nie zawsze rozumiałem, o co dokładnie chodzi. Trzeba jednak zauważyć, że twórcy i tak dosyć oszczędnie dawkowali widzowi szczegóły medyczne.

Jeśli ominęła cię przygoda z Housem, pewnie masz doświadczenia z jakimś innym serialem medycznym. Przecież jest tego na pęczki. Ludzie lubią taką formę rozrywki, po prostu. Kiedy natrafiłem na opis przypadku Krugera, momentalnie włączył mi się „tryb House”. Wiedziałem, że będę chciał o tym napisać, chociaż konieczność tłumaczenia z angielskiego specjalistycznych terminów medycznych mnie przerażała. Ekscytacja jednak zwyciężyła. Wyjaśniłem sobie, że nikt nie wykorzysta mojego posta w „Lancecie”, a ewentualne nieścisłości w tłumaczeniu i opisie nie powinny być groźne dla miłośnika historii lokalnej. Zgadzasz się ze mną?

Żeby nie było, na próbę przytaczam tytuł artykułu z opisem przypadku: „Osseous anchylosis of the left hip joint, with rectangular distortion, cured by operation”. Po mojemu: kostne zesztywnienie (ankyloza) lewego stawu biodrowego z prostokątnym (hmm) zniekształceniem, wyleczone operacyjnie. Jeżeli cię tutaj ubodłem, zawsze możesz przestać czytać. Jeżeli nie odstraszyłem – jedziemy!

Epikryza, znaczy się wstęp

Autor tekstu: dr. H. W. Berend, dyrektor instytutu ortopedycznego w Berlinie. Pacjent: M. H. Wilhelm Kruger, lat 27, z „Klein Wischnewskow” niedaleko Sępólna (dziwny zapis; powinno być raczej Klein Wisniewke, czyli Wiśniewka). Skierowany do berlińskiej placówki przez dr. Vossiusa, sępoleńskiego lekarza.

Pacjent był wcześniej w dobrym stanie zdrowia. Jego choroba rozpoczęła się w 1860 roku, kiedy doświadczył ataków zimna i gorąca z ostrymi bólami prawej ręki i pleców. W wyniku zastosowanego leczenia poradzono sobie z bólem ramienia, ale reumatyzm z wielką siłą zaatakował lewą nogę mężczyzny. Kruger przeleżał w łóżku dwanaście tygodni. Skutkiem powyższych była rzadka i poważna deformacja stawu biodrowego, utrzymująca się do czasu przyjęcia Krugera do placówki, co nastąpiło 30 kwietnia 1861 roku.

Jeśli pacjent chciał stanąć na obu stopach, zmuszony był oprzeć się rękoma o kolana – ale i wtedy nie udawało mu się to w pełni. Górna część jego ciała była wówczas pochylona w lewo. Cała lewa kończyna dolna została wyrzucona ukośnie na zewnątrz. Gdy pacjent próbował stać swobodnie, nie opierając rąk o kolana, mógł to zrobić, stojąc tylko na prawej kończynie. Na szczęście nie musisz sobie tego wyobrażać – zerknij proszę na ilustracje.

Wilhelm Kruger podczas próby stania na obu stopach oraz stojący na prawej nodze / źródło: Allgemeine Medizinische Zentral-Zeitung, stuck 48, Berlin, den 14 Juni 1862

Operacja

W opinii lekarza ankylozy nie można było przezwyciężyć ani za pomocą leczenia ortopedyczno-gimnastycznego, ani przez miotomię (zabieg przecięcia mięśnia lub usunięcia jego części). Manipulacje także zostały odrzucone ze względu na szczególny charakter omawianej deformacji. Dr Berend widział dwie możliwości dalszego postępowania. Po pierwsze – przypadek Krugera można było zakwalifikować jako „noli me tangere” (czyli „nie dotykaj mnie”). Po drugie – w grę wchodziła osteotomia biodra, czyli zabieg przecięcia kości oraz mechanicznej korekcji nieprawidłowości. Wygrała opcja numer dwa.

Operację przeprowadzono 10 maja 1861 roku. Wykonywał ją dr Berend w asyście dr. dr. Schwartza, Barschalla, Raucha, Rosenkranza i innych.

Najpierw pacjentowi podano chloroform. Następnie wykonano nacięcie aż do kości, rozpoczynające się nieco powyżej krętarza, przebiegające ukośnie w kierunku zewnętrznej strony ciała. Po nacięciu kość, biała i błyszcząca, była doskonale widoczna na dole rany. Jej fragment opracowano piłą Charriere’a oraz małą piłą ręczną. Ponieważ głęboko osadzona kość utrudniała manipulację narzędziami, przecięcie jej ostatniego kawałka wiązało się z dużymi trudnościami. Kiedy to nastąpiło, nodze można było przywrócić właściwe ustawienie.

Dwa końce przeciętej kości były jednak tak blisko siebie, że powstanie pożądanego w tym wypadku stawu rzekomego (pseudarthrosis) nie było pewne. W związku z tym należało jeszcze usunąć część kości udowej w kształcie klina. W tych warunkach okazało się to niewykonalnym zadaniem. Dr Berend zrobił co mógł – wyciął część kości o kształcie zbliżonym do pożądanego.

Po zabiegu

Cała operacja trwała około godziny i kwadransa. Krwotok nie był duży. Chirurg chwalił sobie użycie haczyków, które umożliwiły lepszy wgląd do wnętrza rany. Tę zszyto częściowo jedwabiem, częściowo srebrnymi szwami. Zastosowano opatrunek uciskowy, aby zatrzymać ewentualny wyciek krwi. Ze względu na skłonność do reumatyzmu powstrzymano się od miejscowej aplikacji zimna, ale poza tym chirurg zalecił „schłodzenie” pacjenta (strictly cooling regimen).

Wieczorem Kruger był niespokojny, nie skarżył się jednak na ból. Dolne partie opatrunku zabarwiły się na czerwono, lecz nie w takim stopniu, aby wywołać niepokój. Mimo podania morfiny noc również była niespokojna. Przed porankiem dwukrotnie wystąpiły wymioty.

Nazajutrz rano pacjent wyglądał zadowalająco. Nie narzekał na ból, był nieco mniej niespokojny, z rany wyciekła umiarkowana ilość krwi. Kruger wypił kubek mleka i spał przez kilka godzin. Wieczorem doktor nie miał powodu do narzekań: co prawda z opatrunku wciąż wyciekała krwawa surowicza wydzielina, ból nie był jednak dokuczliwy. Stan pacjenta poprawiał się z każdym kolejnym dniem. Wydzielina z rany stawała się coraz mniej zabarwiona i obfita. Ósmego dnia od operacji pacjentowi usunięto już wszystkie szwy.

Kruger leżący na plecach – przed operacją / źródło: Allgemeine Medizinische Zentral-Zeitung, stuck 48, Berlin, den 14 Juni 1862

Efekt

Według lekarza proces gojenia i przywracania sprawności postępował bez jakiś szczególnych komplikacji. Wyjątek stanowiła pojawiająca się okresowo róża (erysipelas), powiązana przez medyka z wydzieliną rozkładającej się materii w dnie rany. Ponadto z czasem z operowanego miejsca trzeba było usunąć niewielkie fragmenty kości; część z nich sama opuściła ciało. Kluczowe było utrzymywanie czystości i takie ułożenie i zabezpieczenie nogi, aby zapobiec nowej deformacji biodra. I to się udało.

Pacjenta traktowano ostrożnie, stopniowo pozwalając mu na coraz więcej. Wreszcie w lutym 1862 roku – po kilku miesiącach od operacji – przeprowadzono pierwszy eksperyment z chodzeniem. Na początku kwietnia, a więc dziesięć i pół miesiąca po operacji, Kruger mógł już pokonywać znaczne odległości przy pomocy tylko małego kija. Miednica była dość prosta po obu stronach, a obie strony nóg i krętarzy leżały prawie w linii prostej. W następstwie operacji udo było trochę krótsze, co wymusiło stosowanie specjalnej, podniesionej podeszwy buta. Nie było to jednak zauważalne podczas chodzenia.

Oczywiście nie powstał nowy staw biodrowy, ale w wyniku utworzenia stawu rzekomego żadna z funkcji uda nie została upośledzona. W ten sposób były kaleka ​​odzyskał kontrolę nad swoją bezużyteczną dotychczas kończyną. Ba – był nawet w stanie wykonywać trudne ćwiczenia gimnastyczne, takie jak huśtanie się na podwójnej linie! jednym zdaniem: M. H. Wilhelm Kruger z Wiśniewki szczęśliwie został wyleczony.

Hurra dr Berend, wiwat medycyna!

Kruger kilka miesięcy po operacji / źródło: Allgemeine Medizinische Zentral-Zeitung, stuck 48, Berlin, den 14 Juni 1862

PS Jak zapewne wiesz, wykorzystane tu ilustracje pochodzą z oryginalnego tekstu w niemieckim czasopiśmie „Allgemeine Medizinische Zentral-Zeitung”. Ja korzystałem z późniejszego tłumaczenia w angielskim „Medical Press & Circular” (z 29 kwietnia 1868 roku). Ilustracje zamieszczone w anglojęzycznej wersji okazały się na swój sposób ułomne. Mimo że to czasopismo medyczne, pacjenta na obrazkach pozbawiono… przyrodzenia. Ha ha ha, rok 1868 – epoka wiktoriańska się kłania!

PS 2. Dr H. W. Berend, czyli Heimann Wolff Berend, to ciekawa postać. Kto chce, w sieci bez problemu znajdzie informacje na jego temat (tutaj – bio w języku niemieckim). Dr Berend od lat 50. XIX wieku fotografował swoich pacjentów. Powstała z tego osobliwa, dosyć przerażająca kolekcja ludzkich deformacji i tragedii; jej część jest dostępna na przykład tutaj. Istnieje zatem spora szansa, że Krugera uda się nam zobaczyć także na fotografii…

PS 3. Instytut ortopedyczny w Berlinie na żywo? Jest erzac. Eter, morfina, pionierskie operacje, męska supremacja, klimat jak z lekcji anatomii doktora Tulpa. A co to? A serial The Knick.

PS 4 Ceterum censeo 😉 Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 8

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!