Drzewa kontra beton. Migawka z historii starcia w Sępólnie

5
(10)

Obchodzony niedawno Dzień Ziemi stanowi dobrą okazję do zamknięcia cyklu historyczno-przyrodniczego. A jeszcze lepszą do pofolgowania sobie publicystycznie na blogu. Tematem niniejszego wpisu jest zieleń w mieście (dokładniej – zieleń najcięższego kalibru: drzewa) i dawne starania uczniów sępoleńskiej podstawówki o to, aby tej zieleni było w stolicy powiatu więcej.

Po co drzewa w mieście?

No właśnie, po co? Są tacy, którzy uważają, że miejsce drzew jest w lesie, ewentualnie w parku. Ich zdaniem drzewa w mieście to liście walające się jesienią, kryjówka dla defekujących/głośnych ptaków, śmiertelne zagrożenie w trakcie burz i wichur, parawan, przez który nie widać, co u sąsiadów. I trudno się z tym nie zgodzić, bo jesienią liście spadają z drzew, ptaki robią kupy i ćwierkają, wichury potrafią nie tylko ułamać konar, lecz przewrócić całe drzewo, no a pień z koroną rzeczywiście zasłaniają widok. Aaa – ale są jeszcze korzenie! Zapomniałbym, przecież drzewo jest w stanie zaatakować miasto skrycie, od spodu! Zaburzając perfekcyjnie gładką, geometrycznie idealną powierzchnię chodnika, placu lub trawnika. Poza tym beton to brzmi dumnie i tak właściwie jedynym środowiskiem życia godnym homo sapiens jest to, które w całości zrodziło się na desce kreślarskiej. W końcu inżynieria jest też krajobrazu. Gdyby nie ona, zalałaby nas dzika natura z jej asymetrią, apetytem na życie, brakiem poszanowania własności prywatnej.

Powyżej prezentuję skrajny przykład, mający swój odpowiednik po stronie arborystów, gotowych dać się pokroić za każdy listek brzozy czy igłę sosny. Ciężko byłoby żyć w wymarzonym świecie tak jednych, jak drugich. Jest jednak prawdą, że bliżej mi do zwolenników wprowadzania przyrody do miasta niż jej wyprowadzania tudzież daleko idącego modelowania. Szczęśliwie światowe trendy sprzyjają zazielenianiu się dzielnic i osiedli. Decydenci nie krzyczą już tak głośno, że drzewa i urbanizacja się wykluczają. Niemniej globalne zrozumienie i docenienie roli drzew a lokalna troska o nie to wciąż dwie różne kwestie. Ale do tego wrócimy za chwilę – teraz chcę ciebie (bez względu na prezentowany pogląd) zaprosić do obejrzenia filmu z odpowiedzią na pytanie z nagłówka:

Małe miasto, duża zieleń

Czy to się komuś podoba czy nie, wycinka drzew czy choćby pojedynczego drzewa niemal zawsze wywołuje niezadowolenie części mieszkańców. Przykład z ostatnich tygodni – czystka na Placu Wolności w Sępólnie. Burmistrz zapewnił, że po rewitalizacji drzew na placu będzie więcej, i że będą to w miarę duże okazy. Nie jestem jednak przekonany, czy w pełni uspokoiło to niezadowolonych. A ja do dzisiaj pamiętam doskonale szok i zniesmaczenie wywołane pozbyciem się okazałego kasztanowca niemal vis a vis biblioteki… W mediach znajdziemy mnóstwo informacji o wycinkach lub walkach o wycinkę/przycinkę, sporo fotograficznych śladów akcji ogławiania. Przykładów podawać nie będę, ponieważ nie jestem w stanie ocenić, które z tych zabiegów były koniecznością, a które pójściem na łatwiznę. Ale…

…pozostaje faktem, że zgody na wycinkę przynajmniej czasami wydaje się zbyt lekką ręką. Abstrahując już od powyższych akapitów – od dawna widzę pogłębiający się rozdźwięk między ideami a ich urzeczywistnieniem. Pięknie się mówi i pisze o wielu sprawach, niestety praktyka daleko potrafi odbiegać od teorii, od ich przedstawienia w środkach masowego przekazu. Przyroda i jej ochrona nie są wyjątkiem. Widzi to każdy, kto chce. Przykład: od lat w całym powiecie obserwuję zasypywanie śródpolnych akwenów. Nawet teraz, kiedy trąbi się o problemach z wodą, kiedy planuje się i uruchamia programy małej retencji. Za niedługo ci, którzy niwelują naturalne zbiorniki wodne, będą wyciągać ręce po kasę na budowę inżynieryjnej wersji tego, co za darmo oferowało im środowisko. Obłęd, nie sądzisz?

Dewaluacja słów postępuje, na szczęście pozostają czyny. Obserwując jedne i drugie widać jak na dłoni, jak w tym kraju kwitną działania pozorowane, medialne, chwilowe. Także w kwestii ochrony przyrody, w tym zieleni miejskiej. Na koniec tego drażliwego wątku niech się wypowie socjolog i znany warszawski aktywista Jan Śpiewak. Zgadzam się z nim w stanowczo zbyt wielu kwestiach:

A co na to szkoły?

W tę pozorność działań wpisują się też – być może – niektóre szkoły. W ubiegłe wakacje zdarzyło mi się bowiem odwiedzić kilka placówek edukacyjnych w okolicy i w bodajże dwóch przypadkach ze zgrozą odkryłem na ich terenie coś, co niedawno było zakładane jako szkolny ogród (projektowo). No nie wiem, a nuż to przez wakacje i COVID… W każdym razie widać było, że nikt do tych ogrodów od dawna nie zaglądał. Nie sądzę natomiast, aby zostawienie ich samym sobie stanowiło jakiś eksperyment przyrodniczy.

Warto wiedzieć, że tradycja zakładania ogrodów szkolnych nie jest młoda. W kronice Szkoły Podstawowej nr 1 w Sępólnie znajdziemy informację o założeniu takowego na przełomie marca i kwietnia 1934 roku. Jak to wyglądało? Aby założyć ogród, szkoła wydzierżawiła ćwierć hektara ziemi od Czarneckiego, dzierżawcy folwarku proboszczowskiego. Rodzice dostarczyli około 25 fur mierzwy, Zarząd Miejski podesłał 12 robotników, którzy od 15 marca do 4 kwietnia zajmowali się regulówką, czyli przekopywaniem i spulchnianiem ziemi. Sadzenie miało miejsce 9 kwietnia. W ogródku znalazło się 14 drzew owocowych oraz kilkanaście krzewów agrestu, czerwonych porzeczek (w tekście – świętojanek) i malin. Wokół ogrodu zasadzono „600 świerków jako żywopłot”. Do kiedy istniał ten ogród – nie mam pojęcia. Może Ty będziesz w stanie powiedzieć nam o nim coś więcej?

Pamiątkowa fotografia z sadzenia drzew w ogrodzie szkolnym. / źródło: Cyfrowe Archiwum Tradycji Lokalnej (kronika SP nr 1 w Sępólnie)

W innej, młodszej kronice tej samej placówki znajduje się jeszcze jedna ciekawa informacja. Mianowicie w roku szkolnym 1951/52 w ramach prac użytecznych uczniowie zasadzili 3 500 świerków przy boisku szkolnym – jako pas ochronny zabezpieczający boisko przed wiatrami północno-zachodnimi. Poza tym zasadzili drzewa na 2 hektarach ziemi za projektowanym cmentarzem (obszar za ul. Plażową w stronę jeziora, przez niektórych nazywany żartobliwie „Beverly Hills”). Tutaj dygresja – cmentarz ostatecznie nie powstał, a wybudowaną za szybko kaplicę cmentarną pamiętam nawet ja. Wyglądała jak budka wartownicza na jakimś dawnym przejściu granicznym, brrr…

Małe miasto dużej zieleni

I w ten oto sposób dochodzimy do w sumie optymistycznej konkluzji. Bo wycina się niepotrzebnie, bo betonuje może ciut za dużo, bo ochronę przyrody wciąż za często dajemy na plakaty, zamiast brać do serca. Ale terenów zielonych w globalnym ujęciu nam przybywa. Jeżeli weźmiemy do ręki stare mapy, zobaczymy, jak łyso było niegdyś w mieście i wokół niego. Sępólno to miasteczko. Miasteczka mają to do siebie, że wszędzie w nich blisko. Obojętnie więc, gdzie w tym Sępólnie mieszkasz – po wyjściu z domu w ciągu kilku minut i tak dojdziesz do jakiegoś większego skupiska drzew. Niekiedy nawet do lasu, sadzonego stosunkowo niedawno przez uczniów którejś ze szkół.

Dziewczyny, chłopaki – wielkie dzięki Wam za to!

Fragment mapy Sępólna z lat 30. ubiegłego wieku. Wokół jeziora – pusto! / źródło: www.mapa.biblioteka-sepolno.pl

PS Inżynieria środowiska to dziwaczne pojęcie. Na marginesie – mam wrażenie, że spór pomiędzy obrońcami drzew a betoniarzami w pewnych przypadkach da się sprowadzić do współczesnej wersji sporu pomiędzy zwolennikami parków w stylu angielskim a zwolennikami stylu francuskiego. Czyli z jednej strony natura, z drugiej – inżynieria: labirynciki, dywany z trawników, geometryczne klomby i poprzycinane korony. Spór toczyłby się zatem o estetykę i funkcję, nie o jestestwo, o obecność drzew. A Ty jak myślisz?

PS 2 Przeglądałem sobie „Strategię Rozwoju Gminy Sępólno Krajeńskie na lata 2021-2030”. Sporo tam o ochronie przyrody, o wykorzystaniu jej potencjału. Ekstra! Ale później czytam w dokumencie o budowie muszli koncertowej przed Centrum Kultury i Sztuki (serio!), o potrzebie rewitalizacji Placu Przyjaźni – i jednak zapala mi się czerwone światełko…

PS 3 No i udało się dowiedzieć czegoś o ogródku szkolnym. Istniał pomiędzy Wojska Polskiego a obecnym placem zabaw na Osiedlu Jana Pawła II (wchodził na ten teren). Na pewno istniał jeszcze trochę czasu po wojnie. Rozmawiałem z Panią, która pamięta go z czasów szkolnych.

PS 4 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 10

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!