Wawona Tree

Flora Krajny na celowniku badaczy, czyli… aptekarz wchodzi w krzaki

4.9
(12)

Zgodnie z zapowiedzią zapraszam na następny tekst z cyklu historyczno-przyrodniczego. Dzisiaj poznamy roślinność Łąk Mazurskich, dowiemy się, co łączyło Sypniewo i Kalifornię, a także poznamy hobby aptekarzy Rosenbohma z Grudziądza i Schäffera z Kamienia. W imię von Humboldta, zaczynamy!

Aptekarz specjalistą od roślin

Z ostatniego wpisu pamiętamy (klik), że flora Krajny była obiektem badań niemieckich przyrodników: Caspary’ego, Abromeita i Rosenbohma. W jednym z numerów pisma Schriften der Physikalisch-Ökonomischen Gesellschaft zu Königsberg z 1879 roku (klik) znajdziemy opis wyprawy naukowej do powiatu złotowskiego i jej rezultatu. Trudu czy też przyjemności poznawania roślinności regionu doświadczył u nas wtedy Rosenbohm. Przedstawieniu jego eskapady poświęcimy teraz nieco miejsca.

Na wstępie, we wprowadzeniu, czytamy, że to botanik z Królewca zasugerował Rosenbohmowi badania w powiecie złotowskim. Potwierdza to tę część poprzedniego wpisu, w której była mowa o Casparym-koordynatorze, nadzorującym i inicjującym badania flory Prus przynajmniej na poziomie ośrodka królewieckiego. O Casparym i Abromeitcie zdążyłem się sporo dowiedzieć, natomiast Rosenbohm – w najlepszym wypadku „E. Rosenbohm” – stanowił początkowo zagadkę. Musiałem się trochę postarać, żeby zapukać do właściwych drzwi. Ale nic to – udało się! „E. Rosenbohm” okazał się być Eugenem Rosenbohmem. Nie akademikiem, a… aptekarzem, przynajmniej przez pewien czas mieszkającym i prowadzącym aptekę w Grudziądzu. No i wielkim miłośnikiem świata roślin, członkiem Preussische Botanische Verein (Pruskiego Towarzystwa Botanicznego), badaczem samoukiem. A swoją drogą – członkiem towarzystwa było naprawdę wielu farmaceutów i aptekarzy!

Fragment listy członków Preussische Botanische Verein (Pruskiego Towarzystwa Botanicznego) z Grudziądza. Wśród nich Rosenbohm. Flora Krajny była badana przez Rosenbohma w 1878 roku.
Członkowie Preussische Botanische Verein (Pruskiego Towarzystwa Botanicznego) z Grudziądza. Wśród nich Eugen Rosenbohm. / źródło: Schriften der Physikalisch-Ökonomischen Gesellschaft zu Königsberg, Jahrgang, 1879

Pogoda nie dopisała

Dwudziestego piątego kwietnia 1878 roku Eugen Rosenbohm wysiadł na dworcu kolejowym w Złotowie. Już następnego dnia wyruszył ochoczo w teren, lecz zanim oddał się pracy, udał się jeszcze do Benno von Weihera, starosty złotowskiego. A później mógł do woli przemierzać krajeńskie drogi i bezdroża.

Aptekarz-botanik opisuje pierw krajobraz i warunki glebowe powiatu. Zaznacza, że mokre lato utrudniało mu eksplorację. Zabagnione obszary przybrzeżne stały się przez opady jeszcze mniej przyjazne; nierzadko grząskie i śliskie były również zbocza. Pamiętajmy, że warunki wodne były wówczas inne – proces regulacji stosunków wodnych nie został zakończony.

Kilkanaście pierwszych dni upłynęło Rosenbohmowi na wędrówkach po Złotowie i okolicach. Dwunastego maja pojawił się w Sypniewie i Dototowie i od tego dnia aż do 10 czerwca większość badań przeprowadził w naszej części powiatu. Druga taka rundka miała miejsce od końca lipca do 20 sierpnia. Piątego sierpnia Rosenbohm przyjechał do Sępólna, gdzie ugościł go miejscowy aptekarz, Hiller. Siódmego sierpnia wyjechał do Kamienia, gdzie również spotkał się z aptekarzem, kolegą z towarzystwa botanicznego, Karlem Rudolfem Schäfferem. Tam przenocował oraz odbył spacer wzdłóż jeziora Mochel, w którym towarzyli mu Schäffer i jego zięć, pastor Karl Georg Obrikatis. Szesnastego sierpnia Niemiec odkrywał las na północ od Lutówka, w czym pomagał mu sekretarz leśny Herrmann. Badacz pisze, że Herrmann zawsze wspierał go i pomagał mu w trakcie prac w Lutówku i okolicy. Ponadto leśnik ofiarował botanikowi sporą ilość Elaphomyces verrucosus – grzyba powszechnie występującego w lesie i chętnie zjadanego przez… świnie.

Kamień Krajeński - panorama miasta z okresu niemieckiego panowania. Widoczny kościół katolicki i zabudowa miasta.
Kamień – panorama miasta z okresu niemieckiego panowania / źródło: aukcje internetowe

Pół roku poza domem

W naszym źródle harmonogram pobytu Rosenbohma jest rozpisany dzień po dniu – gdzie był, jakie rośliny zwróciły jego uwagę. Zakończenie badań i powrót do Królewca – z kolekcją wybranych roślin – miały miejsce 15 września. Oznacza to, że aptekarz-botanik z Grudziądza spędził na Krajnie prawie 5 miesięcy! Musiał w tym czasie zawrzeć sporo nowych znajomości, a widok mężczyzny buszującego w krzakach, w drzewostanie, na łąkach, olsach i torfowiskach, wzbudzał – jak mniemam – zaciekawienie, może i zdziwienie, a nawet rozbawienie. Zresztą podobnie byłoby teraz.

Całość kończy omówienie wydatków i podsumowanie krótkiej dyskusji na temat ekspedycji, mającej miejsce po wystąpieniu Rosenbohma przed członkami towarzystwa. I tak się zastanawiam… Co ja tam mogę wiedzieć o aptekarzu, dla którego flora Krajny okazała się na tyle atrakcyjna, żeby poświęcić jej prawie pięć miesięcy życia? Nic, kurde felek. Ale w samym fakcie, że aptekarz podejmuje się takiego zadania, widać pasję i iskrę jak u von Humboldta. Chociaż pewnie nie mogło u niego zabraknąć antytezy, dwutlenku węgla dla tej iskry – pruskiego ducha, umiłowania porządku, symbolizowanego przez Johanna Gottlieba Beckmanna. Brzmi enigmatycznie? Owszem, niemniej wszystko wyjaśni artykuł w „Przekroju” (klik). Warto poświęcić chwilę, uwierz!

Goerke przetłumaczony

Na opracowaniach Caspary’ego, Abromeita i Rosenbohma bazował wybitny regionalista Otto Goerke, autor pomnikowego „Der Kreis Flatow”, wydanego w 1918 roku. I wiesz co? Mamy to szczęście, że część dzieła poświęconą przyrodzie przetłumaczono na polski w ramach prac złotowskiego oddziału Ligi Ochrony Przyrody i udostępniono zainteresowanym. Trudu przekładu podjęły się Krystyna Sperra i Krystyna Kosiba (przy udziale Małgorzaty Chołodowskiej, Stanisława Pikulika i Grzegorza Ziółkowskiego). Materiał znajdziemy na stronie www muzeum w Złotowie (pełna wersja – klik).

Flora Krajny jest u Goerkego przedstawiona trochę tak excelowo, encyklopedycznie, bez dłuższych opisów. Autor wymienia także rośliny, na które warto zwrócić szczególną uwagę. Z naszych okolic były to: bladożółta naparstnica zwyczajna w lasach koło Dorotowa, trzmielina brodawkowata w Lutówku, gnidosz królewski koło Zboża i rudbekia owłosiona w okolicach Wałdówka. Z drzew o takim statusie wymienia jarząb brekinię (występujący na lewym brzegu Łobżonki w obwodzie ochronnym Dorotowo, podleśnictwo Sypniewo, oraz w obwodach ochronnych Lutówko i Świdwie) i mamutowiec olbrzymi w Sypniewie. Uczciwie przyznaję, że więcej interesujących okazów pochodziło ze złotowskiej części powiatu.

Nie będę udawał, że te nazwy cokolwiek mi mówią. Wyjątkiem jest mamutowiec, znany także jako sekwoja olbrzymia – monumentalne drzewo, jeden z symboli Kalifornii. Pamiętam jakiś stary numer National Geographic z reportażem na temat Złotego Stanu. I te zdjęcia, które zwaliły mnie z nóg. Mam wrażenie, że to tam po raz pierwszy widziałem Wawona Tree – drzewo, przez które… przechodziła droga. Szokujący widok dla kogoś przyzwyczajonego do upraw iglastych monokultur. Niesamowite, że mamutowiec – i to „o znacznym obwodzie” – rosła kiedyś w Sypniewie. Niestety już chyba nie rośnie. Nigdzie nie znalazłem informacji, żeby nadal zdobiła park. Jeśli wiesz coś więcej w temacie – koniecznie daj znać!

Wawona Tree z drogą wydrążoną w drzewie - kartka pocztowa z 1904 roku. Flora Krajny nie mogła się poszczycić takimi okazami, ale sekwoja rosła w parku w Sypniewie.
Wawona Tree z drogą wydrążoną w drzewie – kartka pocztowa z 1904 roku. / źródło: https://commons.wikimedia.org/

Noga z botaniki

Goerke przytacza ponadto dokładny opis botaniczny Łąk Mazurskich między Wysoką a Wielowiczem, zbadanych przez H. Schwarza. Zgodnie z nim we wschodniej części, na suchych stanowiskach, znajdowały się: koniczyna, poziewnik, ostróżka, rdest żyworodny, rumian żółty. Część bagnista to skrzyp, sitowie, turzyca, sit, wełnianka, dziwięciornik błotny, jeżogłówka (w tym jeżogłowka najmniejsza). W wodzie znaleźć mogliśmy: okrężnicę bagienną, osokę aloesowatą, żabiściek pływający, niezapominajkę błotną. W zachodniej części oprócz różnorodnych traw rosły różne gatunki szczawiu, rośliny goździkowe i wiele wątrobowców. Na częściowo pokrytej wodą łące „przy znaku terenowym Wielowicz” odnotowano rzadki mech – sierpowiec włosolistny (pierwsze znalezione stanowisko w Prusach Zachodnich).

W poprzednim tekście pisałem o poradnikach przyrodniczych. Niestety ja i flora Krajny, a w zasadzie znajomość tej flory, to nie jest WNM. A opis Łąk Mazurskich przytaczam, bo przecież nie raz je odwiedzałem. Cieszyłem się wtedy słońcem i wszechobecną zielenią, tak naprawdę nie znając i nie rozumiejąc mikrokosmosu, po którym stąpałem. Fajnie by było wrócić tam po lekturze „Łąki” Dave’a Goulsona. Z jakimś atlasem roślin, wczuwając się w Rosenbohma lub Schwarza. Wiedząc chociaż tyle, jak wygląda poziewnik czy rumian żółty. Tak, tylko niełatwo to zrobić w tym pędzącym świecie: pełnym pokus, zadań na wczoraj, alergii i katastroficznie brzmiących ostrzeżeń przed kleszczami.

To co – teraz rolnictwo?

Flora Krajny – no, więc wiesz już, że jestem noga. Jeśli masz inaczej, sięgaj śmiało do Rosenbohma czy Goerkego, gdzie są całe linijki tekstu składające się li tylko z nazw roślin. Wyczytasz z tego więcej niż ja, laik. Dla mnie – pozbawionego wiedzy botanicznej, a więc głębi i kontekstu – pozostaje sam proces badawczy, mamutowiec olbrzymi i ogólne opisy przyrody. Jak ten, w którym Rosenbohm pisze o roślinach często spotykanych na polach powiatu złotowskiego. Wspomina łubin, grykę zwyczajną, sporek polny, seradelę pastewną, owies. I to niezły temat na odrębny wpis! Uprawy i hodowla – wczoraj i dziś. To brzmi całkiem, całkiem… Wpisuję do notatnika!


PS Goerke pisze, że Karl Rudolf Schäffer przejął aptekę w 1853 roku. Jako że urodził się w 1826 roku, miał wówczas raptem 27 lat. I rzecz wyjątkowa – kierował tą apteką przez pół wieku! Hoffmann dodaje, że Schäffer szczególnie zaangażował się w budowę kościoła ewangelickiego w Kamieniu. W ramach ciekawostki dodam jeszcze, że pastor Obrikatis pełnił swoją posługę w Kamieniu przez dekadę (lata 1874-84).

PS 2 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.9 / 5. Liczba głosów: 12

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!