Giovanna i Leonard. Tak dzięki zdjęciom z Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej dorobiłem się kilku nowych znajomych z Włoch

4.8
(17)

Chłopak z Sępólna i zdjęcie z dwiema młodymi kobietami o południowej urodzie – taki był punkt wyjścia. Postanowiłem spróbować połączyć te kropki w jeden, czytelny obraz, co wywołało pewną sensację w niewielkiej miejscowości Amandola, leżącej we włoskiej Marchii. Takiego efektu się nie spodziewałem!

Kop dzięki „Odkryj Swoje Archiwum”

Zacznijmy od początku. W zbiorach sępoleńskiego CATL znajdują się materiały dotyczące służby wojskowej Leonarda Rzepińskiego z Sępólna. Nasz krajan pełnił ją w trakcie II wojny światowej w dwóch armiach – niemieckiej i polskiej. Historię tej służby opisałem w tym miejscu – klik. Sugeruję teraz opuścić na chwilę Clio i poznać wojenne przygody pana Leonarda (a następnie oczywiście wrócić!). Tylko tak, w szerokim kontekście, można w pełni odkryć to, co kryje się za zdjęciem urodziwych brunetek. No, to już! Go, go, go – odrabiamy zadanie domowe i widzimy się niebawem!

Ja już tak mam, że historia uruchamia mi wyobraźnię. Lubię sobie pewne rzeczy pociągnąć za język – coś dopowiedzieć, poczuć, zwizualizować. W spuściźnie po Leonardzie Rzepińskim znajduje się fotografia, która od razu uruchomiła mi we łbie lawinę skojarzeń. Nie miałem jednak motywacji, żeby się nimi podzielić na forum. Zmieniło się to, kiedy Centrum Archiwistyki Społecznej ogłosiło konkurs „Odkryj Swoje Archiwum”. Polegał on na opisaniu historii związanej z jednym zdjęciem z prowadzonego przez siebie archiwum społecznego. Postanowiłem podjąć wyzwanie. Wybór zdjęcia nie był jednak oczywisty, ponieważ po głowie chodziły mi jeszcze fotografie ze zbioru Komierowskich. Szalę na korzyść Rzepińskiego przechylił kalendarz – za konkurs zabrałem się w okolicach 14 lutego. Wiadome asocjacje skorelowane z tym dniem współgrały z moimi przeczuciami i interpretacjami wizerunku pięknych Włoszek. I stało się.

Fotografia, o której mowa, wygląda tak:

Ze zbiorów Leonarda Rzepińskiego – awers i rewers fotografii przedstawiającej dwie młode kobiety

Amandola czy Forli? Oto jest pytanie!

Od razu się pochwalę, że moja praca zajęła w konkursie II miejsce. I od razu zapraszam Cię do zapoznania się z jej treścią:

W maju 1943 roku, po osiągnięciu pełnoletności, Leonarda Rzepińskiego z Sępólna Krajeńskiego wcielono do Wehrmachtu. Po roku spokojnej służby w Belgii i Holandii młodzian trafił do Włoch, gdzie trwały ciężkie walki. Jednak Rzepiński nie zamierzał przelewać krwi za III Rzeszę. Przy pierwszej sposobności zdezerterował, po czym zgłosił się do polskiej armii. Niebawem został żołnierzem 3. Dywizji Strzelców Karpackich. Bił się nad rzeką Senio, w trakcie zmagań o Bolonię został ranny. Końca wojny doczekał w lazarecie. Po wypisaniu ze szpitala pozostał we Włoszech. Wiedział, że bez wykształcenia wiele w życiu nie osiągnie. Postanowił więc nadrobić edukacyjne zaległości – rozpoczął naukę w Gimnazjum i Liceum 3. Dywizji Strzelców Karpackich w Amandoli, gdzie rozlokowano część uczniów i personelu szkoły.

W naszym archiwum znajduje się album fotograficzny Leonarda Rzepińskiego ze zdjęciami z tego okresu. Przeglądając je, przypatruję się postaciom zatrzymanym w kadrze. Rzepiński i jego kompani są jeszcze w mundurach, ale to już tylko pro forma. Nie w głowie im walka. Widzę bowiem uśmiechniętych żołnierzy na plaży w San Benedetto del Tronto, widzę sanktuarium maryjne w Montefortino, widzę uliczki i panoramy samej Amandoli, położonej malowniczo pośród gór… Nie mam wątpliwości, że tam się żyło, że tam się nadrabiało stracone lata: wędrowało po Apeninach, cieszyło południowym słońcem i – co dla mnie oczywiste – puszczało oczko do Włoszek. Na to ostatnie również mam dowód w albumie – a przynajmniej tak podpowiada mi wyobraźnia.

Amandola – współczesna panorama miasteczka / źródło: https://commons.wikimedia.org/

Jedno zdjęcie w zbiorze nieco odbiega od reszty. Przedstawia ono dwie młode, ładne brunetki. Na odwrocie ani chybi ta z nich, której na imię Giovanna, pisze: “Ricordo per mio caro Leonardo”… Kilkadziesiąt zdjęć kompanów z pola walki i ze szkolnej ławki i jedno ujęcie tajemniczej Giovanny. Rzepiński kolejne dziesięciolecia spędził w Polsce. W kraju, w którym szczytem podróżniczych marzeń był wakacyjny wyjazd do Bułgarii nad Morze Czarne. Ile razy wracał w tym czasie myślami do beztroskich miesięcy w Amandoli i do Giovanny? Dni spędzone w Italii miał niewątpliwie w sercu. W 1992 roku był w Warszawie z okazji 50. rocznicy powstania 3. Dywizji Strzelców Karpackich, rok później gościł w Starogardzie Gdańskim na Światowym Zjeździe Absolwentów Szkoły Karpackiej, a w 1994 i 1995 roku odwiedził Włochy w związku z obchodami 50 rocznicy – odpowiednio – bitwy o Monte Cassino i o Bolonię.

Giovanna, Leonard i ich historia nie dawały mi spokoju. Aby rzucić więcej światła na relację Włoszki i Polaka, postanowiłem skorzystać z Facebooka. Odnalazłem tam grupę Le logge di Amandola. Umieściłem na niej fotografię z nadzieją, że wspólnymi siłami, u źródła, uda nam się dowiedzieć czegoś więcej. I faktycznie tak się stało. Uświadomiono mi, że “1 Settembre XVII”, które również znajdziemy na rewersie, oznacza 1 września 1939 roku, a coś, co miałem za “Brighigella – Forbi” należy raczej odczytać jako “Brisighella – Forli”. Ale poza tym, to i inne zdjęcia z Amandoli, które później opublikowałem na grupie, doprowadziły do ożywionej dyskusji na temat przeszłości miasta i pobytu polskich żołnierzy. Okazało się, że dla osób stamtąd zamieszczone fotografie stanowią rarytasy, zatem wspomnień, wzruszeń i podziękowań nie brakowało. Nikt nie rozpoznał Giovanny, to fakt. “Ricordo per mio caro Leonardo” brzmi zatem równie enigmatycznie, jak do tej pory. Jednak w zestawianiu z zawartością albumu wystarcza mi, żebym mógł sobie dopowiedzieć resztę. Giovanna i Leonard. Może Amandola a może nie. Na pewno Włochy, koniec wojny, młodość. La dolce vita.

Mniej więcej tak wyglądała dyskusja na Facebooku. Jeszcze więcej reakcji wywołały poszczególne zdjęcia w każdym z postów. / źródło: grupa Le logge di Amandola na Facebooku

Facebook zrobił robotę

A więc fotografia przemawia do mnie w ten sposób. Sam fakt trzymania jej przez wiele, wiele lat jest w mojej ocenie bardzo wymowny. Ale jak już wiesz, aby potwierdzić swoje przypuszczenia, sięgnąłem do zasobów ludzkich i kolektywnej mądrości Facebooka.

Efekt przeszedł moje oczekiwania. Amandola jest miastem wielkości Kamienia Krajeńskiego, więc skala odzewu na wpisy – łącznie setki polubień i dziesiątki komentarzy – cieszy, zaskakuje i wzbudza szacunek. To był piękny a nieoczekiwany bonus. Ktoś w komentarzu nawet zapraszał mnie po polsku do Amandoli. Grazie, con piacere! Zdjęcia ze zbiorów Leonarda Rzepińskiego przywróciły też pamięć o naszych żołnierzach. Najstarsi przywołali własne wspomnienia, inni – te zasłyszane od krewnych. Pojawiła się informacja o cioci, która wyszła za mąż za Polaka i wyjechała z nim nad Wisłę (na fejsa trafiło ich ślubne zdjęcie, które publikuję poniżej). Jednym zdaniem – przez kilka dni cyfrowy most między Amandolą i Sępólnem doprowadził do wielu wzruszeń i zaskoczeń. Pokłosiem tego było kilka zaproszeń do grona znajomych na Facebooku od osób z pięknej, słonecznej Italii.

Kapitalny to przykład sytuacji, gdy historia – czyli coś, co z definicji dotyczy przeszłości, więc „musi” tonąć w kurzu i pajęczynie – wypływa na powierzchnię, odnajduje się w teraźniejszości, zyskuje drugie życie. I gdy z wykorzystaniem technologii łączy i wywołuje dobre emocje ponad granicami, ponad językami.

Gdybyście kiedyś trafili do Marchii, w Apeniny, rozważcie wizytę w Amandoli. Pokażcie miejscowym Clio z opisem tej historii. Myślę, że zostaniecie mile przywitani!

Amandola. Ślub Dei Moschini z polskim żołnierzem o nazwisku Kowalski. Zdjęcie udostępnione przez Sandrę Cruciani. / źródło: grupa Le logge di Amandola na Facebooku

PS Więcej zdjęć z Amandoli i okolic do obejrzenia w CATL – klik. A kto może dodać coś w temacie Giovanny i Leonarda, niech nie milczy. Każda informacja jest mile widziana!

PS 2 Jeżeli masz ochotę poczytać jeszcze trochę o tym, co można wyczytać z fotografii, to zerknij tutaj, gdzie przyglądam się pewnemu wiekowemu albumowi fotograficznemu, oraz tutaj, gdzie biorę na warsztat generała Hallera w Wałdowie.

PS 3 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.8 / 5. Liczba głosów: 17

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!