Grützmacherowie. Życie codzienne w Kamieniu w początkach XX wieku

4.4
(8)

Ks. Józef Grützmacher, w Kamieniu urodzony i wychowany, był wspaniałym gawędziarzem. Wiem o tym nie tylko ze świadectw osób, które go znały. Taki wniosek nasuwa się również po lekturze fantastycznych wspomnień duchownego. To, co w nich najciekawsze – oczywiście z mojej perspektywy – nie odnosi się jednak do jego kapłaństwa, a do reminiscencji związanych z dzieciństwem i dojrzewaniem w Kamieniu.

Zawiła droga do celu

Nie aż tak dawno, bo w 2021 roku, nakładem wydawnictwa Bernardinum ukazała się nowa, monumentalna praca ks. Anastazego Nadolnego – „Słownik biograficzny kapłanów wyświęconych w latach 1921-1945 pracujących w diecezji chełmińskiej”. Książka, w zamyśle autora mająca być kontynuacją dzieła ks. Henryka Mrossa – Słownika biograficznego księży diecezji chełmińskiej wyświęconych w latach 1821–1920, wydanego w 1995 roku, jest do kupienia w księgarni wydawnictwa. Do książki warto by było zajrzeć, bo w tym „tytułowym” okresie podlegaliśmy pod diecezję chełmińską. Jej cena to jednak 150 zł – dużo, jak na zarobki sępoleńskiego bibliotekarza.

Na szczęście istnieje coś takiego jak wypożyczenia międzybiblioteczne. Może nie każdy o tym wie, ale jest możliwość sprowadzenia do biblioteki, z której na co dzień korzystamy, pozycji z innej biblioteki. Sprawdziłem, że słownik ks. Nadolnego znajduje się na przykład w bibliotece uniwersyteckiej UAM w Poznaniu. Jako że poznańska biblioteka realizuje wypożyczenia międzybiblioteczne, złożyliśmy odpowiednie zamówienie i po kilku dniach zadowolony trzymałem w rękach dzieło ks. Nadolnego.

W słowniku znalazłem biogramy kilkunastu kapłanów urodzonych na terenie obecnego powiatu sępoleńskiego. Przeczytałem je z zainteresowaniem, za każdym razem wnikliwie przeglądając noty bibliograficzne. I w jednym przypadku natknąłem się na bombę! Przy biogramie ks. Józefa Grützmachera z Kamienia widnieje bowiem informacja, że zostawił po sobie wspomnienia, zamieszczone w czasopiśmie Pomerania. Uwielbiam wspomnienia, niezwłocznie odnalazłem więc Pomeranię i… trafiłem w dziesiątkę!

Dorastając pod okiem św. Józefa

Okazało się, że wspomnienia ks. Grützmachera obejmują okres dla mnie najciekawszy – jego dzieciństwo i młodość. Poza tym są napisane z wyczuciem i talentem, więc czyta się je przyjemnie. Każdy miłośnik historii lokalnej powinien, dla własnego dobra, zapoznać się z tym tekstem (wystarczy kliknąć tutaj)! Dla narobienia apetytu załączę tylko fragment jednego z pierwszych akapitów:

Dom, w którym się urodziłem, w niedzielę rano 8 maja 1904 roku jako pierwsze dziecko Andrzeja i Marii Magdaleny z domu Rosinek, stał przy ul. Dworcowej 10, w cieniu kościoła parafialnego, vis ä vis klasztoru sióstr elżbietanek. Na frontonie klasztoru, na poziomie drugiego piętra, w niszy stała naturalnej wielkości figura św. Józefa pieszczącego w swych ramionach Dzieciątko Jezus. Promienny uśmiech świętego opiekuna Bożej Dzieciny i jej gest błogosławieństwa zwrócone były na pierwszym planie na nasz dom rodzinny, podwórze i obejście gospodarskie. Towarzyszyły więc naszym krokom, zajęciom i wszystkim pracom. Nic więc dziwnego, że rodzice nadali na chrzcie świętym swemu pierworodnemu imię Józef Andrzej. Niemałe znaczenie wyboru tego imienia miała ta okoliczność, że mój dziadek ze strony matki również nazywał się Józef, a imię Andrzej nosił mój ojciec, dziadek i pradziadek ze strony ojca.

Karty biografii ks. Grützmachera pióra ks. dr. Henryka Ormińskiego.

W dalszych słowach duchowny kreśli obraz swojego domu rodzinnego, sposobu zarobkowania, życia codziennego na Krajnie w początkach XX wieku. Smakowite, nomen omen, fragmenty, dotyczą sekretów kuchni i spiżarni. Wspaniały smalec z gęsi, w tym delikatesy – wątroby zalane smalcem – miały mu zostać w pamięci na zawsze. Kapłan opowiada o dziadku Andrzeju, emerytowanym starszym listonoszu, człowieku mądrym i z darem snucia opowieści. Wspomina pierwszą podróż koleją, zajęcia w ochronce u elżbietanek, niepraktyczną modę damską z tymi wszystkimi kapeluszami, gorsetami, fiszbinami. Z wielkim sentymentem i wdzięcznością pisze o latach szkolnych, w tym o nauczycielu Kopischke – wytrawnym pedagogu, który rozbudzał w dzieciach miłość do stron ojczystych.

Kosznajdrzy zawsze wierni Bogu

Znajdziemy u ks. Grützmachera opisy spacerów do starego młyna i „Gaju” lub „Lasku Strzeleckiego”. Znajdziemy wspomnienie elektryfikacji miasta i wspomnienie ciekawskiego przysłuchiwania się, jak w szabas odmawiano przy świecach hymny po hebrajsku. Elektryfikacja to była możliwość czytania książek, wypożyczanych z biblioteki parafialnej. Dzieła Sienkiewicza przeczytał pierw w języku niemieckim, dopiero później po polsku. Nie zabrakło też opisów kapłanów i informacji o wiernych z Orzełka, z Dużej i Małej Cerkwicy, z Płocicza.

Z tych wiejskich rodzin wywodziło się wielu z kapłanów odnotowanych w słowniku. Bardzo zaskoczyło mnie, że zdecydowana większość księży rodem z naszej Krajny pochodziła z Kamienia i okolic. Było to aż 10 na 15 osób! Jednocześnie sporo z nich pochodziło z głęboko religijnych rodzin kosznajderskich, a więc katolickich, chociaż niemieckich. Przykładem są tu rodziny Schwanitz z Dąbrówki i Schliep z Dużej Cerkwicy. W rodzinie Schliepów dzieci było dwanaścioro, z nich wyświęconych zostało aż trzech synów: Leon w czerwcu 1926 roku, Kazimierz w czerwcu 1938 roku, Brunon w czerwcu 1939 roku. Co ciekawe niejeden z tych kosznajderskich duchownych nauczył się później języka polskiego. Niektórzy z nich dali piękne przykłady oddania wierze – jak ks. Kazimierz Schliep, w 1939 roku zamordowany w Lesie Szpęgawskim (wcześniej brutalnie traktowany przez oprychów z Selbstschutzu za obronę współbraci Polaków).

Fotografia zamieszczona w biografii Grützmachera autorstwa ks. dr. Henryka Ormińskiego

Dalsze losy

Dalej pisze ks. Józef Grützmacher o trudnych latach I wojny światowej (w tym o grasującej hiszpance) i o swojej edukacji w Collegium Marianum w Pelplinie. Wspomnienia księdza kończą się na końcu wojny i odzyskaniu przez Polskę niepodległości. O dalszych losach memuarysty dowiadujemy się z notki biograficznej autorstwa prof. Józefa Borzyszkowskiego bądź ze słownika.

Ks. Józef Grützmacher uczył się w Collegium Marianum w Pelplinie do 1922 roku; następnie kontynuował edukację w progimnazjum w Kościerzynie (1922-24) i w gimnazjum w Chojnicach, gdzie w 1926 roku zdał maturę. Wielu duchownych z tamtego okresu łączą właśnie Chojnice i Pelplin, a będąc bardziej precyzyjnym – chojnickie gimnazjum i seminarium w Pelplinie. Droga do sutanny wiodła przez Pelplin, Chojnice stanowiły zaś najbliższy dla nas ośrodek z gimnazjum (wraz z Nakłem dla południa powiatu). Musimy tutaj pamiętać, że o średnie wykształcenie nie było wówczas tak łatwo jak obecnie. Gimnazjów było znacznie mniej, zresztą ich poziom też był wyższy niż przeciętnego współczesnego ogólniaka.

Z biogramu dowiadujemy się ponadto, że nasz duchowny w II RP pracował w Skórczu, Toruniu, Grudziądzu, Wąbrzeźnie i – od 1 stycznia 1939 roku – w Chojnicach. W trakcie wojny przebywał w rodzinnym Kamieniu, opiekując się osieroconymi parafiami w Kamieniu, Dąbrówce, Obkasie oraz Lutowie. Po 1945 roku objął parafię w Osiu. Przeszedł w stan spoczynku z dniem 1 września 1970 roku. Zmarł 22 sierpnia 1989 roku w Kartuzach.

Kilka lat przed śmiercią, w 1975 roku, odwiedził brata mieszkającego w Heidelbergu. Zapewne sam mógł wybrać życie na Zachodzie – wszak niemieckie pochodzenie czy kod kulturowy przyswojony za młodu, pod zaborami, miały w istotny sposób wpłynąć na losy księży po wojnie. Bo większość z tych „naszych” księży, którzy przeżyli II wojnę światową, wyjechała z Polski tworzonej na socjalistyczną modłę. Co do zasady osiadali w Niemczech, chociaż taki ks. Franciszek Ksawery Wenda z Lutówka z końcem 1945 roku wyjechał do Niemiec Zachodnich, aby w 1952 roku wyemigrować ostatecznie do Stanów Zjednoczonych.

Fotografie zamieszczone w biografii ks. Grützmachera autorstwa ks. dr. Henryka Ormińskiego. Fotografia z prawej strony znalazła się również we fragmencie wspomnień ks. Grützmachera, opublikowanych w „Pomeranii”. Tam opisano je następująco: „Józef Grützmacher (drugi przed wychowawcą Stefanem Bieszkiem) wśród kolegów VIII klasy maturalnej Gimnazjum Klasycznego w Chojnicach. Zdjęcie z roku 1926”. I to ten opis bardziej odpowiada prawdzie.

Od Pomeranii do Tezeusza

W 1996 roku ks. dr H. Ormiński, wieloletni opiekun i przyjaciel ks. Grützmachera, opublikował jego biografię. Prof. Józef Borzyszkowski, znający obu duchownych, w jej recenzji napisał między innymi:

Walorem książki są szczegółowe opisy życia codziennego w dwudziestoleciu międzywojennym oraz latach
okupacji, zderzania się dwóch światów, życia elit i mieszkańców wsi i miasteczek; tragicznych i ludzkich –
dobrosąsiedzkich kontaktów polsko-niemieckich.

Zaostrzył tym mój apetyt, pobudzony lekturą tekstu w Pomeranii. Biografię ma w swoich zbiorach biblioteka UMK w Toruniu. Kto wie, co chciałem zrobić? Bingo! Niestety w tym wypadku książki nie udało się sprowadzić w ramach wypożyczeń międzybibliotecznych. Publikację znalazłem za to w internetowym antykwariacie. W porównaniu z dziełem ks. Nadolnego kosztowała grosze. Kupiłem ją i oczywiście nie żałuję. Dzięki temu mogłem nie tylko lepiej poznać bohatera niniejszego tekstu, ale też wzbogacić wpis o unikalne fotografie. Same plusy!


PS Rozwinięcie zupełnie pobocznego wątku – ale za to ciekawe. Ks. Franciszek Ksawery Wenda na prośbę krewnych został pochowany w Neenah. Do grona osób mu bliskich mogła należeć Theresa Wenda. Znalazłem w sieci wspomnienie pośmiertne na jej temat (klik). I to też jest interesujące – jak Wenda trafił za Ocean, czy miał jakiś wpływ na emigrację Theresy i jej męża Arthura – o ile rzeczywiście istniało między nimi pokrewieństwo.

PS 2 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami. Dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.4 / 5. Liczba głosów: 8

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!