Z ojca na syna. Kim był Adolf Vossius?

5
(8)

Pamiętasz przypadek Wilhelma Krugera z Wiśniewki? Opisałem go tutaj. Przypomnę tylko, że lekarzem, który bezradnie rozkładał ręce, ale dawał nadzieję na wyleczenie, wysyłając chorego do Berlina, był doktor Vossius. A dokładnie August Lambert Vossius, miejscowy medyk i aktywny członek władz miejskich Sępólna. August Lambert zobił wiele dobrego dla tutejszej społeczności, znacznie mniej dla rozwoju medycyny. Odwrotnie niż jego syn, prof. Adolf Vossius.

Niedaleko padło jabłko od jabłoni

OK, będzie lekki off-top na początek. Posłuchaj: nie masz wrażenia, że w wolnych zawodach występuje nadreprezentacja sztafet rodzinnych? Bo kiedy o tym pomyślę, łatwo przychodzą mi do głowy pary, na przykład ojciec-syn, wśród przedstawicieli branży prawniczej czy medycznej. Podejrzewam, że im wyższy próg wejścia (formalny, majątkowy, intelektualny), tym ta nadreprezentacja jest większa. Oczywiście w XIX wieku nie było inaczej. Wręcz przeciwnie, dla tych nieuprzywilejowanych hamulce działały silniej. A dobry przykład sukcesji – w tym wypadku dziedziczenia prestiżowego fachu – znajdziemy właśnie w rodzinie Vossiusów. Jak już bowiem wiesz, Adolf również był lekarzem, przy czym jego kariera przyćmiła lokalne bądź co bądź osiągnięcia ojca.

Pozwól więc, że Augusta Lamberta Vossiusa tutaj pominiemy. Przedstawię Ci za to sylwetkę Adolfa Vossiusa. Profesora Adolfa Vossiusa, cenionego okulisty.

Od Królewca do Giessen

Bohater tego wpisu przyszedł na świat 10 lutego 1855 roku w Sępólnie (Zempelburg). Nastąpiło to niecały rok po straszliwym pożarze, który obrócił w perzynę większą część miasta. W internecie znajdziemy sporo biogramów prof. Vossiusa. Ja palmę pierwszeństwa przyznaję tekstowi opublikowanemu w 1925 roku w czasopiśmie Ophthalmologica (vol. 56, No. 2, 1925). Jest to wspomnienie pośmiertne – rzetelne, chociaż osobiste, a zatem nieco nacechowane emocjonalnie i kurtuazyjne. Czego się zeń dowiadujemy?

Prof. Adolf Vossius / źródło: https://www.congresse.de/uploads/RMA%202013%20-%20Programm.pdf

Przyszły okulista pierw kształcił się w chojnickim gimnazjum, następnie poświęcił się studiom medycznym w Królewcu. W latach 1879- 81 był asystentem Arthura von Hippela w klinice okulistycznej w Giessen. Po krótkim okresie studiów z dziedziny anatomii u Friedricha Sigmunda Merkela w Rostocku i u Gustava Schwalbego w dobrze już sobie znanej stolicy Prus Wschodnich, a także po krótkiej pracy pod kierunkiem Theodora Lebera w Getyndze, został asystentem Juliusa Jacobsona w klinice swojej alma mater. Habilitował się w 1882 roku, pięć lat później został mianowany profesorem nadzwyczajnym. Po śmierci Jacobsona (zmarł we wrześniu 1889 roku) został zastępcą dyrektora kliniki. W kwietniu 1890 roku przyjął powołanie na Uniwersytet w Giessen jako następca swojego dawnego nauczyciela, Arthura von Hippela. Co ciekawe von Hippel w tym samym roku rozpoczął pracę na uniwersytecie w… Królewcu. Wygląda na to, że mieliśmy tutaj do czynienia z transakcją wiązaną, z roszadą.

Giessen nie należało do aglomeracji, lecz tamtejszy uniwersytet mógł się pochwalić długą i ciekawą historią. Utworzono go w 1607 roku. Warto wspomnieć, że w XIX wieku, złotym stuleciu nauki, pracowało nań kilku znakomitych uczonych: chemik Justus von Liebig, matematyk Moritz Pasch oraz fizyk Wilhelm Conrad Röntgen – noblista, bezapelacyjnie najbardziej znany spośród wymienionych. A gdzieś tam wśród nich znalazło się miejsce i dla medyka rodem z Sępólna.

Pocztówka datowana na początek XX wieku. Giessen, stary budynek, mieszczący w sobie kliniki: chirurgiczną i okulistyczną (oraz wizerunki ich szefów – w tym prof. Vossiusa). / źródło: aukcje internetowe

Adolf budowniczy

Autor naszego źródła (nota bene: enigmatyczny „Gros, Gießen”; nie udało mi się go zidentyfikować, choć był to bez wątpienia lekarz) pisze, że prof. Vossius przejął klinikę będącą w kiepskim stanie. Mieściła się ona wówczas, wraz z podobną placówką chirurgiczną, w starych koszarach. Ciasnota i niehigieniczne warunki sprawiły, że profesor postanowił zrobić wszystko, co w jego mocy, aby wybudować klinikę okulistyczną z prawdziwego zdarzenia. Uczonemu udało się przeforsować swoje pomysły i w 1904 roku rozpoczęto budowę. Po trzech latach prac oddano do użytku obiekt godny miana kliniki okulistycznej z prawdziwego zdarzenia – placówki dydaktycznej i szpitala w jednym. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że nowa klinika była oczkiem w głowie profesora. Ów „Gros, Gießen” twierdził, że Vossius przemyślał i dopracował plany placówki w najdrobniejszych szczegółach. W 1925 roku cały kompleks wciąż można było określić jako wzorcowy. Ściany postawione z inicjatywy naszego krajana po dziś dzień stanowią dom kliniki.

Pocztówka przedstawiająca nową siedzibę kliniki okulistycznej w Giessen – dzieło prof. Vossiusa. / źródło: aukcje internetowe

Prof. Adolf Vossius miał być „klinicystą starego typu”. Świetnie orientował się w fachowej literaturze (w czym pomagała mu doskonała pamięć). I nic w tym dziwnego, ponieważ był autorem podręcznika okulistyki, który doczekał się czterech wydań i tłumaczenia na rosyjski i japoński. Poza tym spod jego ręki wyszła duża liczba mniejszych prac opublikowanych w różnych czasopismach okulistycznych oraz zbiór nieformalnych traktatów z dziedziny okulistyki, z których część również została wydana. „Gros, Gießen” miał przyjemność oglądać zabiegi w wykonaniu uczonego, zwłaszcza operacje zaćmy. I w związku z zaćmą pourazową profesor trafił na karty podręczników. W 1906 roku jako pierwszy opisał bowiem charakterystyczny pierścień (odciśnienie barwnika z brzegu źrenicznego) na przedniej powierzchni soczewki oka, powstający w wyniku tępego urazu mechanicznego. Pierścień ów nazwano pierścieniem Vossiusa. Oczywiście po dziś dzień uczą się o nim okuliści na całym świecie.

Drogim nauczycielom, profesorowi dr. Arthurowi von Hippelowi i profesorowi dr. Juliusowi Jacobsonowi, dedykowane z wdzięcznością. Jedna z pierwszych stron podręcznika okulistyki autorstwa Vossiusa. / źródło: „Grundriss der Augenheilkunde”, Leipzig und Wien, 1888

Medyk o poglądach junkra?

Sala wykładowa w trakcie zajęć profesora miała być zawsze wypełniona słuchaczami. Z jednej strony stawiał on przed młodymi lekarzami wysokie wymagania. Z drugiej – porywający styl nauczania sprawiał, że studenci chętnie uczęszczali na jego wykłady. W naszym źródle czytamy, że prof. Vossius był „przepełniony staropruskim duchem, dlatego nie mógł pogodzić się z nowymi czasami”. Niemiec już na początku I wojny światowej musiał opłakiwać śmierć najstarszego syna. Podobno do końca wierzył w zwycięstwo Rzeszy i dlatego dotkliwie odczuł porażkę państw centralnych. W dodatku pod koniec życia cierpiał z powodu swoich dolegliwości fizycznych, więc śmierć przyszła po niego w odpowiednim momencie. Z powodu szwankującego zdrowia zaliczył kilka dłuższych urlopów, zanim z początkiem kwietnia 1924 roku przeszedł na zasłużoną emeryturę. Zmarł krótko po swoich 70. urodzinach, 28 czerwca 1925 roku.

I to się nazywa dobrze przeżyte życie. Twórczo, pracowicie, w służbie drugiemu.

Pierścienia Vossiusa ci nie życzę, ale pamiętaj o poczciwym profesorze, gdyby cię kiedyś rzuciło w okolice Giessen!


PS Męczyła mnie trochę ta kwestia rodzinnych sukcesji. No to poguglowałem nieco i tafiłem na numer dwumiesięcznika „Relacje. Magazyn Firm Rodzinnych”, w którym owe zagadnienie stanowi temat numeru. Ciekawie piszą i w zgodzie z moimi intuicjami.

PS 2 Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz ikonę poniżej. Z góry dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 8

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!