Krajeńskie zagłębie przyrodników. Z dziejów Borówek i Przepałkowa

4.6
(9)

Przepałkowo i Borówki. Dwie sąsiadujące ze sobą miejscowości. I trzech wybitnych przyrodników, którzy w tamtejszych lasach i na tamtejszych łąkach rozpoczynali swoje dożywotnie romanse z naturą.

Było ich trzech, w każdym z nich…

…inna krew, ale jeden przyświecał im cel – można by zanucić sparafrazowanym, znanym szlagierem. Niemal rówieśnicy: Karl Koppe urodzony w 1890 roku, Gerd Heinrich i Fritz Koppe, urodzeni w 1896 roku. Karl i Fritz byli braćmi, pochodzili z Przepałkowa. Gerd pochodził z Borówek. No więc nie do końca w każdym z nich płynęła inna krew, za to jeden cel przyświecał im bez wątpienia.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że bracia Koppe są Ci zupełnie nieznani. Niemiec z Borówek to już bardziej rozpoznawalna postać.

Gerd Heinrich został światowej sławy entomologiem, czyli specjalistą od owadów (zwłaszcza gąsieniczników). Nie żył jednak na krótkim łańcuchu specjalizacji. Jego szerokie zainteresowania naukowe i niebanalny życiorys stanowią kanwę fascynującej książki Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii. Wyszła ona spod pióra Bernda Heinricha – syna Gerda, emerytowanego profesora biologii na Uniwersytecie w Vermont, autora publikacji z zakresu zoologii, ekologii i ewolucji. Chrapiący ptak to dzieło niezwykłe, które z wypiekami na twarzy przeczyta każdy miłośnik historii lokalnej. Jeśli z książkami Ci nie po drodze, zrób proszę wyjątek dla Heinrichów. Zasługują na to. A ty zasługujesz na pierwszorzędną opowieść o skomplikowanym, szalonym, barwnym i słodko-gorzkim żywocie dawnych właścicieli Borówek.

Chrapiący ptak poleca się czytającym!

Jeżeli Cię nie przekonałem, miej świadomość, że mówimy tutaj o książce, którą chwalili w The New York Times Book Review czy Publishers Weekly. A dla książki to znaczy tyle, co dla restauracji dobra recenzja w przewodniku kulinarnym albo w ustach Magdy Gessler. Dlatego nie będę stawał w szranki z Berndem, weź Ty lepiej wpadnij do biblioteki i wypożycz sobie Chrapiącego ptaka. Na koniec na szali kładę jeszcze tekst Wojciecha Mikołuszki o obydwu Heinrichach (klik). I bach, teraz Cię mam!

Z Kujana do Przepałkowa

A kiedy już będziesz oddawać się lekturze, nie zapominaj o Karlu i Fritzu Koppe z Przepałkowa. Nie dysponuję żadnymi materiałami, które opisywałyby krajeńskie rozdziały biografii obydwu panów. W atencji względem świata wokół, w wędrówkach po okolicy i w podejściu do pracy musiało ich jednak wiele łączyć. Nie pamiętam, żebym o Karlu bądź Fritzu czytał w Chrapiącym ptaku. Gerd Heinrich jak na panicza przystało pobierał nauki w domu, później kształcił się w Berlinie. Mimo to z mikroskopijnych Borówek do ciut większego Przepałkowa są w linii prostej jakieś 3 kilometry; do wybudowań jest z półtora kilometra… Nie chce mi się wierzyć, że ci przyrodnicy się nie znali.

Gerd Heinrich / źródło: http://tereshkin.info/47.pdf

Na ślad Fritza i Karla Koppe trafiłem przypadkiem. Czytając Walory przyrodnicze borów kujańskich (artykuł na ten temat – klik) natknąłem się bowiem na taki oto fragment (w ustępie poświęconym mszakom): „Fritz Koppe, późniejszy wybitny niemiecki bryolog pochodzący z Olszewki k. Sępólna Krajeńskiego (niem. Zempelkowo, przed I wojną światową w pow. złotowskim) pierwsze kroki w bryologii stawiał właśnie w lasach kujańskich, podczas wycieczek z bratem Karlem.” No, jeżeli Koppe był wybitnym niemieckim bryologiem (briologiem), czyli badaczem mszaków, to nie mogłem przejść obok tego obojętnie! Sprawa wymagała zbadania.

Zacznijmy od sprostowania: Zempelkowo to oczywiście Przepałkowo, nie Olszewka. A teraz przyjrzyjmy się bliżej braciom.

Fritz i Karl

Uprzedzam, że w sieci nie znalazłem zbyt wielu informacji na ich temat. Briologia nie jest sexy. Na szczęście wśród znalezionych źródeł znajduje się Leksykon niemieckojęzycznych briologów Jana-Petera Frahma i Jensa Eggersa, w którym nie mogło zabraknąć bohaterów niniejszego tekstu.

Fritz i Karl byli najstarszymi z szóstki dzieci nauczyciela w szkole podstawowej w Przepałkowie.

Pierworodny Karl uczęszczał do gimnazjum w Chojnicach, następnie kształcił się w naukach technicznych. Jego edukację przerwała I wojna światowa. Koppe został ranny, później służył na Bałkanach. Po wojnie związał się zawodowo z biblioteką w Olsztynie, gdzie spotkał wschodniopruskiego briologa Dietzowa (prawdopodobnie Ludwiga von Dietzowa). Wtedy to rozpoczęła się jego przygoda z mszakami. W 1925 roku Karl Koppe rozpoczął pracę w biurze patentowym w Berlinie, gdzie do 1955 roku pracował jako główny inspektor. W Berlinie nawiązał kontakt z przyrodnikiem Leopoldem Loeske i zaangażował się w działalność miejscowych briologów. Podczas wakacji podróżował i prowadził działalność badawczą razem z bratem, z którym publikował na temat mchów różnych regionów Niemiec. Co ciekawe Karl Koppe był kawalerem i mieszkał w Berlinie Wschodnim (Berlinie-Niederschönhausen) pod opieką dwóch sióstr. Pod koniec życia choroba oczu, uniemożliwiająca mu korzystanie z mikroskopu, ograniczyła jego aktywność badawczą. Zmarł na udar w wieku 89 lat.

Fritz Koppe / źródło: Jan-Peter Frahm, Jens Eggers, Lexikon deutschsprachiger Bryologen,, Bonn – Schenefeld 2001

Fritz Koppe ukończył seminarium nauczycielskie, następnie studiował w Jenie oraz Kilonii. W Kilonii doktoryzował się pod okiem słynnego limnologa, zoologa i ekologa Augusta Friedricha Thienemanna. Mchami zainteresował się, gdy był nauczycielem w Chełmnie (1916-19). Później pracował w Szlezwiku-Holsztynie, a od 1930 roku aż do przejścia na emeryturę uczył w Lessing-Oberschule i Helmholtz-Gymnasium w Bielefeld. Jednocześnie cały czas zajmował się badaniem mszaków. Osiągnął w tej dziedzinie więcej niż starszy brat. Uczestniczył w wielu projektach badawczych, działał w stowarzyszeniach naukowych, swoją wiedzą wspierał mniej i bardziej doświadczonych kolegów. Stał się światowym autorytetem w tej dziedzinie nauki. Blisko mu przy tym było do Heinricha – chociaż wybitny w jednej dyscyplinie, dysponował szeroką ogólną wiedzą przyrodniczą. Zmarł w 1981 roku po krótkiej chorobie.

Pudelek.pl nie dla nich

Ciężko o dokładniejsze informacje. Niestety, briologia nie jest sexy. Ale…

Monika Staniaszek-Kik i Ewa Stefańska-Krzaczek w artykule Mszaki – małe gabaryty (nie)duży pożytek? dowodzą, że mszaki są ważnym składnikiem ekosystemu. Rośliny te znajdziemy wszędzie. Spełniają one kluczową rolę w regulowaniu stosunków wodnych, są również roślinami pionierskimi. Nie sposób im także odmówić zastosowań praktycznych, chociaż głównie w przeszłości. Dawniej mszaki używano w celach higienicznych (gąbki do mycia naczyń, wycieraczki), w budownictwie (uszczelnianie chat), w hodowli zwierząt (wyściółka). Ich kulinarne znaczenie nigdy nie było duże, mają one za to spore znaczenie w lecznictwie (m.in. w chińskiej i indyjskiej medycynie ludowej). Powszechnie znana jest użyteczność mszaków w ogrodnictwie (torf) oraz florystyce. Ponadto rośliny te znajdują zastosowanie w architekturze (zielone dachy), energetyce (biopaliwa) oraz ochronie środowiska (gdzie wykorzystywana jest ich duża chłonność). Ciekawe, prawda?

Mimo wszystko briologia jest nauką trudną, nie dającą wielkiego prestiżu i możliwości dorobienia się na swoich odkryciach fortuny. Niewielu ją uprawia, niewielu oddaje się jej z pasją aż do końca swoich dni. Fritz i Karl należeli do tego zacnego grona.

Z jednej gliny

Fritz Koppe przeżył brata, dzięki czemu był w stanie napisać jego nekrolog. Niestety w rodzinie zabrakło kogoś tak uzdolnionego literacko jak Bernd Heinrich. Zatem historia braci, synów nauczyciela z Przepałkowa, specjalistów od mszaków (całkiem interesujących, jak widać w akapicie wyżej) trzymających się razem do końca – mimo że jeden mieszkał w Berlinie Wschodnim, drugi w Bielefeld w RFN – nie została napisana.

Ale znowu – dysponujemy przecież dziełem Amerykanina. A Gerd Heinrich oraz Karl i Fritz Koppe to ludzie ulepieni z tej samej gliny. Cechujący się niebywałą skrupulatnością, pracowitością, z typowo pruskim poczuciem obowiązku. Chrapiący ptak traktuje o Gerdzie, lecz Niemiec w swojej pracy był modelowym przykładem wielkiego przyrodnika-amatora. Czytając o nim – choćby o preparowaniu okazów do kolekcji, o opracowywaniu wyników badań, o trosce o kolekcje – czytasz w zasadzie, jak sądzę, o braciach Koppe. Zmieniają się szczegóły: mchy wypraszają gąsieniczniki. Natomiast etos pozostaje niezmienny.

Ten wpis przeczyta może więcej osób niż kiedykolwiek przeczytało którekolwiek z naukowych opracowań Fritza lub Karla. No niestety, briologia nie jest sexy. Dlatego cieszę się, że wciąż tutaj jesteś! Oto przywróciliśmy pamięć o tych „naukowych mszakach” – okazach pionierskich w ich dyscyplinach wiedzy. Dowiedzieliśmy się czegoś na temat mszaków, zdefiniowaliśmy sobie briologię. Uznajmy to za nasz wspólny wyraz wdzięczności wobec tej pary nieuleczalnych, zapomnianych przez historię przyrodników z Przepałkowa.


PS Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.6 / 5. Liczba głosów: 9

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!