Niezwyczajni zwyczajni. Wspomnienia i relacje mieszkańców Więcborka w Archiwum Wschodnim Fundacji Ośrodka KARTA.

4.7
(15)

Cześć! Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć o fantastycznych źródłach, zbieranych i udostępnianych przez Fundację Ośrodka KARTA z Warszawy. I niech Cię nie zmyli ta Warszawa. Archiwum prowadzone przez fundację jest unikatowe w skali kraju. Znajdziemy w nim materiały związane również z naszym regionem. Jakie? Kapitalne. O czym przekonasz się już za chwilę!

Odkrywanie KARTY

Bez wątpienia jestem apologetą KARTY. Moje doświadczenia z organizacją ściśle wiążą się z rozwojem Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej przy sępoleńskiej bibliotece. I są ze wszech miar pozytywne. Zawsze mogłem i mogliśmy – jako biblioteka – liczyć na KARTĘ, a osoby takie jak Agata, Asia czy Gosia (kolejność alfabetyczna) chciałbym spotykać w swoim życiu zawodowym jak najczęściej. Rola fundacji w rozwoju archiwistyki społecznej w Polsce jest nie do przecenienia. Bóg mi świadkiem, że za to stawiałbym jej pomniki. Dobrą nowinę na temat KARTY i archiwistyki społecznej głoszę zatem wszem i wobec. Kto mnie zna, ten doskonale o tym wie.

Raz na jakiś czas przeszukuję zbiory – stale się przecież rozrastające – gromadzone przez naszych przyjaciół ze stolicy. Przeczesuję zasób pod kątem słów kluczowych dotyczących regionu – głównie haseł geograficznych. I oczywiście znajduję interesujące treści. Za szczególnie wartościowe uznaję te, które wyskakują po wpisaniu do wyszukiwarki hasła „Więcbork”. Na dzisiaj to zapytanie zwraca nam trzy wyniki: życiorys Aleksego Janiewicza, wspomnienia Wandy Kindy oraz dziennik Jerzego Konrada Maciejewskiego. Dwa pierwsze dokumenty stanowią część Archiwum Wschodniego i to im poświęcę tutaj więcej miejsca. Zwłaszcza że ich autorami są mieszkańcy Więcborka – osoby, które być może kojarzysz.

Otwarty System Archiwizacji – wyniki wyszukiwania (Fundacja Ośrodka KARTA

Pan ustępuje Pani

O Aleksym Janiewiczu pisałem już w sierpniu ubiegłego roku na łamach „Wiadomości Krajeńskich”. A ja nie przepadam za odgrzewanymi kotletami. Za dużo pożywnych, nowych treści na wyciągnięcie ręki! Pana Aleksego więc sobie odpuszczę, chociaż gorąco zachęcam do przeczytania tamtego tekstu (dostępny w tym miejscu). Maciejewski póki co jest poza moim zasięgiem. Poprosiłem o udostępnienie jego dziennika, czekam na odpowiedź. To co dalej? Yhm, dobrze kombinujesz. Została nam Wanda Kinda i dzisiaj proponuję przyjrzeć się właśnie jej dziełu.

Bohaterkę niniejszego wpisu kojarzy z pewnością niejeden mieszkaniec Więcborka, zwłaszcza biblofil. W tej grupie jest Sławomir Sobiecki, nauczyciel i historyk, założyciel i administrator prężnie działającej grupy „Klubu miłośników dziejów i kultury Więcborka i okolic” na Facebooku. Kiedy powiedziałem mu o wspomnieniach, z wyczuwalnym w głosie zaskoczeniem stwierdził, że Wanda Kinda była dawną szefową jego mamy. Faktycznie, była ona kierownikiem księgarni. O miłości do książki pisze w swoim maszynopisie sporo. Trzydzieści lat pracy ze słowem i dla słowa było dla niej okresem walki o należyte miejsce tego „ważnego nośnika kultury”. I odniosła na tym polu niemałe sukcesy. Swoją drogą – bardzo jestem ciekaw, jak więcborscy czytelnicy pamiętają swoją dawną księgarkę!

Rosjanie, Niemcy, Ukraińcy

Wanda Kinda historię swego życia przelewa na papier w listopadzie 1990 roku. Rok później niż jej krajan, Aleksy Janiewicz. Musisz bowiem wiedzieć, że ona także pochodziła z Kresów. Urodziła się i przeżyła swoje najbardziej niewinne lata w Lipicy Górnej w dawnym województwie stanisławowskim. Na Podolu, w krainie – jak to określa – „mlekiem i miodem płynącej”. Ale o latach tłustych, szczęśliwych pisze niewiele. Narrację rozpoczyna na dobre dopiero z momentem wybuchu II wojny światowej. Pierw wspomina cienie radzieckiej okupacji, następnie nadejście Niemców i brutalną ukraińską zapowiedź nowego porządku. Ukraińcy mieli jeszcze dać znać o sobie, ale mała stabilizacja pod niemieckimi rządami zapisała się w jej pamięci nie najgorzej. Młoda Wanda wzięła wtedy ślub. Było w tym trochę wyrachowania, ponieważ małżonek był majętny a dziewczę musiało wyjść za mąż, żeby nie trafić na roboty przymusowe do Niemiec. Tego szczególnego dnia musiała wyglądać ślicznie: w sukni w cytrynowym kolorze i z georginiami w tej samej barwie w dłoni…

Podole na mapie współczesnej Ukrainy / źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Podole

W maszynopisie znajdziesz też mało przyjemny, wręcz mrożący krew w żyłach wątek dotyczący działalności UPA. Odpowiadający klimatem temu, co w swojej filmowej kompilacji przedstawił Wojciech Smarzowski. W relacji nie zabrakło zatem wydarzeń dramatycznych – jak wtedy, gdy autorka musiała spędzić całą noc na prowincjonalnej stacji kolejowej, udając Ukrainkę i mając za towarzysza kolejarza tej narodowości, który opowiadał dziewczynie, że „każdym potoczkiem, każdą rzeką będzie płynęła polska krew”. Lata tłuste odeszły w zapomnienie, nastały lata chude. I nie zmienił tego przyjazd do swoich, do Kosiny pod Łańcutem. Przyjęcie napływowych okazało się bowiem nad wyraz chłodne. Dość powiedzieć, że miejscowi Polacy nazywali rodaków „gnojkami ze Wschodu”. Przez pewien czas szykan nie szczędził im nawet miejscowy proboszcz.

Taras na dachu pociągu

Podole i Podkarpacie okazały się szkołą życia. Szczęśliwie nauka nie poszła w las – doświadczenia poniewierki miały się później przydać na Pomorzu. Po zakończeniu wojny Wanda Kinda i jej najbliżsi w ramach akcji repatryjacyjnej udali się na Ziemie Odzyskane. Do jednego wagonu towarowego załadowano cztery rodziny i trzy krowy – muciek nikt nie chciał się pozbyć, ponieważ w tych niepewnych czasach stanowiły jedyny środek utrzymania. Na postojach zdobywało się pokarm dla zwierząt, te odwdzięczały się mlekiem. Wanda i jej mąż spędzali podróż na dachu wagonu, podziwiając podkarpackie widoki. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby spędzili tak większość dwutygodniowej ekskursji. Sielsko anielsko, prawda?

Stacją końcową okazał się daleki Więcbork. Jak pisze memuarystka:

„Po dwóch tygodniach dotarliśmy na Pomorze do miejscowości Więcbork, małe sympatyczne miasteczko w woj. bydgoskim [to później, wtedy było to woj. pomorskie – aut.]. Spokój dach nad głową, perspektywa pracy aż nadmiar szczęścia po przeżytych koszmarach.

Pracę podjęłam w Urzędzie Gminnym Więcbork jako rachmistrz, a był to sierpień 1945 r. Mąż pracuje w Starostwie Powiatowym w Biurze rolnym w Sępólnie 12 km od miejsca zamieszkania.”

Krzyżacy i chadziaje

Na Pomorzu repatrianci przeżyli swoiste déjà vu. Napływowi po raz kolejny nie zostali przyjęci z otwartymi ramionami. Byli obcy, odnoszono się więc do nich z rezerwą, może nawet niechęcią lub wrogością. Miejscowi mówili o nich „chadziaje zza Buga”. Na ich nadobne odpowiadali pięknymi „krzyżakami”. Jak widać wojna polsko-polska i plemienność nie są wynalazkiem naszych czasów! Ale do tematu. W miarę jak nowi i starzy Krajniacy zaczęli się poznawać (a pomagały w tym integracyjne potańcówki czy biesiady), animozje i uprzedzenia znikały. Oczywiście trochę to trwało i znacznie łatwiej przychodziło młodym. Starsi bardzo długo tęsknili za utraconymi domami, bardzo długo osiadali na Pomorzu.

Dla autorki i jej najbliższych Więcbork miał stanowić przystanek przed dalszą podróżą, może i powrotem w rodzinne strony. Ostatecznie Wanda Kinda wraz z mężem i dziećmi została na miejscu. Za to jej rodzice i siostra wyjechali na Śląsk. Przed przeprowadzką matka była jeszcze świadkiem zastrzelenia „młodego chłopaka z AK w biały dzień w centrum miasteczka”. Chodzi bez wątpienia o Emila Cuprysia vel Jerzego Lewandowskiego, zabitego przez siepaczy UB w sierpniu 1946 roku.

Krajniak, czyli kto?

Akapity dotyczące stosunków międzyludzkich są dla mnie wyjątkowo cenne. Często zastanawiałem się bowiem nad znaczeniem słów i zbitek takich jak „krajeński”, „tradycja ludowa”, „specjały kuchni krajeńskiej” oraz nad tożsamością części krajeńskich stowarzyszeń i organizacji kulturalnych. Dlaczego? W wyniku takich a nie innych decyzji coś, co dotychczas było „krajeńskością”, po 1945 roku wręcz zniknęło z krajobrazu kulturowego. „Krajeńskość” kształtowała się więc na nowo, także pod mocnym wpływem przesiedleńców, których trafiło tutaj mnóstwo. Stawiam więc sobie pytania, do jakiej właściwie tradycji lokalnej się obecnie odwołujemy. Wspomnienia Wandy Kindy są głosem za tym, że do tradycji nowej (w sumie oczywista oczywistość), a więc wymieszanej, „starokrajeńsko-kresowej”. Nie jestem specjalistą w tym zakresie, przyznaję bez bicia. Dlatego jeśli możesz uzupełnić ten akapit o swoje przemyślenia lub rezultaty badań, to bardzo proszę!

Nowa „krajeńskość” stanowi rezultat napływu mas przesiedleńców z innych obszarów dawnej II RP, także z Kresów. Nie ukrywam, że cały ten proces od dawna siedzi mi w głowie. Zaczęło się to już kilkanaście lat temu, gdy odkryłem podsępoleńskie Messy. I być może w tym roku wykonam duży krok w przód w badaniu przenikania się starego i nowego, Krajniaków i Kresowiaków. Biblioteka Publiczna w Sępólnie złożyła bowiem wniosek o dofinansowanie projektu, biorącego na tapet powojenną historię Messów – zapomnianej ul. Łąkowej, kiedyś części Sępólna. Jeśli się uda, wraz z grupą etnografek spróbujemy opisać ten frapujący obszar i jego mieszkańców. To by było coś!

Dwa powody do dumy

Wracając do wspomnień – Wanda Kinda zakończyła pracę w więcborskim magistracie w 1948 roku. W kolejnych latach zajmowało ją macierzyństwo. Aktywność zawodową wznowiła po trzydziestce. To właśnie wtedy została kierownikiem księgarni. Tę część swego życia odmalowuje jasnymi barwami. Odnosi sukcesy w pracy, może się pochwalić osiągnięciami dzieci. A, no właśnie – dzieci. Warto o nich napisać coś więcej. Oj, naprawdę warto!

W dokumencie jest mowa o dwóch córkach i dwóch synach. Córka Bogna doktoryzowała się na Uniwersytecie Gdańskim. Gdy Wanda Kinda pisała swoje wspomnienia, Bogna wraz z mężem, Ferdinando Targettim (biogram we włoskiej wikipedii), mieszkała w Mediolanie i pracowała, według mamy, w „Instytucie Naukowym Włoskiego Banku Eksportowego”. Targetti – zmarły w 2011 roku – był wykładowcą akademickim, ekonomistą, parlamentarzystą. Podczas studiów w Cambridge jego mistrzem został Nicholas Kaldor. Google podpowiada, że obecnie Bogna Kinda Targetti wchodzi w skład rady ekspertów Wydziału Ekonomicznego swojej alma mater.

Towarzyszy jej tam między innymi brat, Romuald Kinda. Ależ to ciekawa postać! W 1990 roku pracował w gdańskim „Navimorze” i był na kontrakcie w Nigerii. Już rok później został jednym z inicjatorów powstania spółki Navimor International, utworzonej na bazie Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego „Navimor”. Firma odniosła sukces, rozrosła się, realizuje już nie tylko inwestycje związane z gospodarką morską, ale też projekty deweloperskie. Od początku bardzo ważnym rynkiem była dla Navimoru Afryka. Możesz o tym wszystkim poczytać na podlinkowanej już stronie firmy. Gorąco zachęcam Cię również do przeczytania wywiadów z Romualdem Kindą, przedsiębiorcą z pierwszej ligi, zamieszczonych tutaj i tutaj.

Romuald Kinda z kierownictwem budowy Akademii
Rybołówstwa i Nauk o Morzu w Namibe w Angoli / źródło: https://50.ug.edu.pl/romuald-kinda.php

Druga córka, Alicja, również ukończyła Uniwersytet Gdański. Była zatrudniona między innymi jako kierownik działu handlu i marketingu Żeglugi Bydgoskiej. Najmłodszy syn Mariusz wciąż pracuje na gdańskiej uczelni jako nauczyciel akademicki.

W poszukiwaniu domu

Nie jest dziełem przypadku, że Wanda Kinda pisała swoje wspomnienia w Gdańsku, nie w Więcborku. Kiedy przeszła na zasłużoną emeryturę, pusty dom okazał się dla niej… zbyt pusty. Mąż umarł. Dzieci były daleko, realizując się zawodowo. W rodzinie zapadła więc decyzja, żeby Pani Wanda była przy synach, w Trójmieście. I tak się stało, mimo że „starych drzew się nie przesadza”. Ale początki w nowym miejscu były trudne. Autorka mówiła o tym wprost, nie owijała w bawełnę. W Gdańsku miała mnóstwo czasu, aby wspominać Więcbork i Kresy. Jest w tym podobna do Williego Trabanta. Pamiętasz? Niemiec z podobnym sentymentem odtwarzał w pamięci i na piśmie swoje Dziechowo i Sępólno (klik). Ile w tych ludziach musiało być uczuć, że przelewały się z nich, i to prosto na papier… Pani Wanda notuje:

„Jeden z synów obiecał mi, że gdy tylko będzie mozliwe pojedzie ze mną na Wschód. Chciałabym pokazać te rodzinne moje strony, te piękne zakątki, po których wędrowałam w młodości. Boję się jednak, że ta konfrontacja z przeszłością wypadnie niekorzystnie, ze względu na zmiany jakie tam zaszły.”

Tak, Willi Trabant też mógłby coś o tym powiedzieć. Dla seniorki żadne Lagos, żadne Włochy nie mogły się równać z widokiem tarniny na podolskich miedzach, z zapachem czeremchy i leśnych storczyków. Ciekawe, czy Pani Wanda miała możliwość odwiedzin swojego ukochanego miejsca na ziemi… Czy ktoś tutaj zna odpowiedź? Jest szansa, że podróż do Arkadii doszła do skutku. W 2005 roku Wanda Kinda odwiedziła Więcbork. Romuald sfinansował z tej okazji wydanie książki z fotografiami miasta (klik – artykuł w „Gazecie Pomorskiej”). Skoro zdobył się na taki gest, to może… No wiesz.

Zrzut ekranu z tekstu poświęconego odwiedzinom Wandy Kindy / źródło: https://pomorska.pl/z-tesknoty-za-spokojem/ar/6793591

Co dalej?

Takie oto skarby znajdują się w zbiorach fundacji. Oczywiście mój wpis nie jest w stanie wyczerpująco przedstawić wszystkich wątków wspomnień. Jakiś czas temu skan maszynopisu był dostępny w bibliotece cyfrowej KARTY. Obecnie nie jest to możliwe. Ogromna szkoda, ponieważ bardzo bym chciał dać ci szansę przeczytania całego dokumentu. Daj proszę znać w komentarzu, czy chcesz poznać pracę Wandy Kindy w całości. Jeśli tak, spróbuję uzyskać zgodę KARTY na publikację.


PS Praca Wandy Kindy dała mi do myślenia. Przy przygotowywaniu wpisu na blog wpadłem na dobry, jak sądzę, pomysł. Dam mu trochę czasu, niech się rozwija, niech sobie rośnie. Całkiem prawdopodobne, że Wanda Kinda stanie się duchową patronką pewnego projektu!

PS 2 Ceterum censeo 😉 Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.7 / 5. Liczba głosów: 15

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!