Starosta sępoleński Józef Robakowski nie dożył czterdziestki. Dlaczego? Czy jego śmierci można było zapobiec?

5
(8)

Józef Robakowski został starostą sępoleńskim w listopadzie 1937 roku, a już w marcu roku 1938 odszedł na wieczne urzędowanie. Zmarł w sile wieku, zupełnie niespodziewanie i w szpitalu, na który krótko po zgonie starosty spadła fala prasowej krytyki. Jedna z pomorskich gazet pomstowała bowiem na jakość leczenia w tej placówce. A skoro tak, można by sobie postawić pytanie, czy lekarze zrobili wszystko, co w ich mocy, aby ratować nieszczęśnika. Sprawdźmy, co uda się nam w tym temacie ustalić.

Cztery razy wice

Zazwyczaj jest tak, że to bardziej tematy wpisów na blog wpadają na mnie, niż ja na te tematy. Nie inaczej było tym razem. W zasadzie szykowałem się do wpisu o Alojzym Czarneckim, znanym fotografie z więcborskim rozdziałem w swoim życiorysie. I wpis ten trafi na łamy Clio jako kolejny, chyba że… znowu internety podsuną mi jakiegoś Robakowskiego. No bo dlaczego starosta wyprzedził Czarneckiego? Cóż, raz na jakiś czas robię sobie przegląd nowości w www. Zaglądam do swoich ulubionych repozytoriów i sprawdzam, czy od ostatniej wizyty nie pojawiło się tam coś, co by mnie mogło zainteresować. No i oczywiście ostatnio na coś takiego trafiłem. Czarnecki wylądował więc w poczekalni. Do salonu zaprosiłem Robakowskiego, który pojawił się w źródłach w nowym, intrygującym kontekście.

Starosta sępoleński Józef Robakowski nie jest oczywiście postacią anonimową. Urodzony 10 sierpnia 1898 roku w Szpikowie, pochodził z rodzony rolniczej. Magister ekonomii po studiach w Poznaniu, służbę w administracji państwowej rozpoczął pod koniec 1928 roku. W listopadzie 1937 roku został starostą sępoleńskim. Te niemal dziesięć lat w służbie publicznej spędził w zasadzie na walizkach. Zaczynał w Urzędzie Wojewódzkim w Wilnie, następnie był wicestarostą bydgoskim (grodzkim), wyrzyskim, świeckim i tucholskim, referendarzem handlowym w konsulacie RP w Antwerpii oraz ponownie wicestarostą bydgoskim. Po kilku miesiącach w Sępólnie zachorował i zmarł. Niby niedługo zasiadał w gabinecie starosty, wystarczyło to jednak, aby zapisał się w naszej lokalnej historii.

Notka o przybyciu Robakowskiego, zamieszczona w 92 nr. „Gazety Sępoleńskiej” z 1937 roku. Tam więcej na temat biografii starosty. Tutaj uwaga – Tomasz Fiałkowski w Leksykonie Krajny czy szkicach historycznych poświęconych Pomnikowi Wdzięczności – Chrystusa Króla pisze, że Robakowski był w Wyrzysku, Świeciu i Tucholi starostą. Kłóci się to z informacjami zamieszczonymi w prasie.

Pomnik – Chrystusowi i sobie

Po pierwsze, w Sępólnie Robakowski szybko rzucił się w wir pracy. W prasie znajdziemy nieco informacji o tym, gdzie wówczas widywano starostę. A były to między innymi: obrady zarządu PTR (Pomorskiego Towarzystwa Rolniczego) i zarządów kółek rolniczych, powiatowy zjazd kupców, gwiazdka Stowarzyszenia św. Wincentego á Paulo i chłopaków z Obrony Narodowej, posiedzenia rad miejskich, lustracje zarządów miejskich i posterunków policji. A nade wszystko starosta zaangażował się w powstanie Pomnika Wdzięczności – Chrystusa Króla. Ba, prawdopodobnie był nawet inicjatorem jego budowy.

Nagła choroba i śmierć włodarza powiatu (zmarł na tyfus) zaskoczyła wszystkich. Był to przecież młody, niespełna czterdziestoletni mężczyzna. Leczono go w Toruniu, tam wyzionął ducha. Uroczystości żałobne obszernie opisała na przykład „Gazeta Sępoleńska”:

starosta sępoleński Józef Robakowski - opis uroczystości pogrzebowych
Uroczystości żałobne starosty sępoleńskiego Józefa Robakowskiego – opis zawarty w 27 nr. „Gazety Sępoleńskiej” z 1938 roku.

Jak widać w życiorysie Robakowskiego jest kilka wątków wartych podrążenia. Jednym z nich jest bez wątpienia śmierć mężczyzny. Nie podejrzewałbym jednak, że tragedię starosty da się umieścić w szerszym, równie dramatycznym kontekście. Co mam na myśli? Już wyjaśniam…

Mokre robota

W pierwszych dniach sierpnia 1938 roku w „Gazecie Pomorskiej” pojawił się artykuł pod tytułem „Skandaliczne niedbalstwa w szpitalu na Mokrem”. Stanowił on akt oskarżenia wobec toruńskiego szpitala w dzielnicy Mokre, stanowiącego wręcz – jak można wywnioskować z tekstu – zagrożenie dla leczących się tam pacjentów. Starosta Robakowski jest w tej publikacji wymieniony jako jedna z ostatnich ofiar niekompetencji i chaosu, panujących w lecznicy. W opinii żurnalistów ze szpitalem należało wreszcie zrobić porządek. Artykuł kończył się więc apelem, aby wszyscy, którzy mogli potwierdzić tezy podane w gazecie, zgłosili się do redakcji.

Oczywiście „Gazeta Pomorska” wsadziła swoim tekstem kij w mrowisko. W kolejnym numerze opisano historię 3-latki, którą szpital przez nieudolne leczenie skazał podobno na inwalidztwo. W roli adwokata szpitala wystąpiło „Słowo Pomorskie”. Ale jak się wszystko gwałtownie zaczęło, tak się nagle skończyło. Dalsze numery gazety (przejrzałem każdy do połowy sierpnia) nie przynoszą bowiem kolejnych rewelacji na temat placówki. Co ciekawe dzięki kontrze w „Słowie Pomorskim” dowiadujemy się, że Robakowski faktycznie zmarł na tyfus (wcześniej w „Pielgrzymie” napisano, że tyfus był prawdopodobną przyczyną zgonu).

starosta sępoleński Józef Robakowski - informacja o zgonie
Informacja o zgonie starosty, wzbogacona jego podobizną. / żródło: „Dziennik Bydgoski” nr 72 z 29 marca 1938

Czy toruński szpital przyczynił się do śmierci Robakowskiego? I szerzej – czy zarzuty kierowane pod adresem placówki były zgodne z rzeczywistością? O ile odpowiedzi na drugie z pytań nie znam, o tyle pierwsza kwestia jest raczej jasna. W latach 30. istniały już szczepionki chroniące przed tyfusem. Nie było jednak antybiotyków, stanowiących główny oręż w walce z chorobą wywoływaną przez bakterie Salmonella typhi. Co prawda od odkrycia penicyliny przez Alexandra Fleminga minęło już trochę czasu, niemniej przełom w wykorzystaniu antybiotyków miał dopiero nastąpić. Starosta na rewolucję wywołaną pojawieniem się medycznej wunderwaffe nie zdążył. Niezbyt można mu było pomóc, tyfus w tamtym czasie stanowił po prostu realne zagrożenie życia. Szpital raczej nie miał tutaj czego spartolić.

Co nie zmienia faktu, że służba zdrowia nie spełniała wtedy oczekiwań ogółu społeczeństwa. Coś nam to przypomina, prawda?


PS Co ciekawe Robakowski miał swojego mentora – późniejszego prezydenta RP na uchodźstwie, Władysława Raczkiewicza. Raczkiewicz jako wojewoda wileński przyjmował go do pracy. Gdy jego protegowany odszedł ze służby państwowej (co mogło mieć związek z konfliktem z ówczesnym wojewodą pomorskim Stefanem Kirtiklisem), trafił między innymi do Światpolu, w którym był prezesem. Do administracji wrócił, gdy Raczkiewicz piastował funkcję ministra spraw wewnętrznych, a za biurkiem starosty sępoleńskiego zasiadł, gdy był wojewodą pomorskim. Zależność tę zauważył i opisał Janusz Mierzwa w książce Starostowie Polski międzywojennej: portret zbiorowy.

PS 2 Po publikacji wpisu Tomasz Fiałkowski podesłał mi zdjęcia biogramu Robakowskiego ze Słownika biograficznego starostów Drugiej Rzeczpospolitej tego samego autorstwa co książka powyżej. Wprowadzają one jeszcze więcej konkretów. I ciekawostka – jeżeli porównamy informacje z biogramu i prasy, zauważymy trochę różnic w nomenklaturze. Nie jest to nic niezwykłego, ponieważ każdy, kto pracował na materiałach archiwalnych z dwudziestolecia wie, że z precyzją zapisu i wywodu różnie wtedy bywało. Oto przesłane zdjęcia (za które dziękuję!):

PS 3 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 8

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!