„Wiadomości Krajeńskie”, „Jlustracja Polska” i Stefcia, czyli co się wydarzyło przy Hallera 3?

4.9
(10)

Pierwszy numer „Wiadomości Krajeńskich” z 2021 roku i „Jlustracja Polska” z początku lat 30. ubiegłego wieku. Dzieli je wszystko, co tylko może dzielić czasopisma wydane w odstępie niemal stu lat. Choćby język – wystarczy zerknąć na tytuły. A co je łączy? Nieoczekiwanie pewien adres: Sępólno, ulica Hallera 3. Ciekawych ciągu dalszego zapraszam do lektury!

Ruchome ściany

Nie będę ukrywał, że miałem w głowie inne tematy – do momentu, gdy wziąłem do ręki pierwszy w tym roku numer „Krajeńskich”. Robert Lida tekstem „Uwaga grozi zawaleniem” poruszył we mnie kilka wrażliwych strun, zmuszając do zmiany priorytetów. „Coś ty Atenom zrobił, o Robercie”, ryknąłem w sobie z patosem, wsparłszy się frazą wieszcza. Bo z jednej strony zburzyło mi to koncepcję, z drugiej – zainspirowało. Summa summarum treści zrodzone inspiracją Hallera 3 zagoszczą u Clio na dłużej. Chyba że uznasz to za chybiony pomysł. W takim razie daj mi o tym znać, dobrze? Może pisząc czy oceniając wpis; proszę, nie traktuj biblioteki jak Kapitolu!

OK, a co właściwie napisał Robert Lida? Na pierwszy rzut oka niekoniecznie coś, co mogłoby zaowocować tekstem lokalnego historyka. Jest oto kamienica w kiepskim stanie technicznym. Fundamentalnie kiepskim. Budynek osiada, strop w piwnicy pęka, ściany się przesuwają. Do tego woda cieknie po kominie, nieproszeni goście okupują strych i korytarz. Lokatorom kończy się cierpliwość, tonący mediów się chwyta.

Artykuł Roberta Lidy "Uwaga grozi zawaleniem" w tygodniku "Wiadomości Krajeńskie".
Artykuł Roberta Lidy

Widzisz tutaj pole do popisu dla Elżbiety Jaworowicz? W porządku, ale i dla mnie Hallera 3 to miejsce szczególne. I dla ciebie też może się takim stać, jeśli tylko uruchomisz wyobraźnię.

A opis przygody z parasolem?

Wszystko za sprawą Stefci Komorowskiej, na ślad której trafiłem podczas lektury „Jlustracji Polskiej” – „kolorowego” tygodnika, trochę takiego „National Geographic”, oczywiście w polskim i międzywojennym wydaniu. Podzielę się teraz z tobą tym, co wiem o Stefci. A następnym razem napiszę, dlaczego ta Stefcia tak mi siedzi w głowie.

Był koniec października 1934 roku. Stefcia Komorowska po powrocie ze szkoły pospiesznie przywitała się z rodzicami, po czym z widocznym podnieceniem wzięła do rąk najnowszy numer „Jlustracji Polskiej”. Wydawane w Poznaniu czasopismo stanowiło dla niej okno na świat. Przekartkowała tekst o jesieni w Warszawie, reportaż z Hamburga, kolejną część artykułu o nowoczesnej Japonii. Ale wtedy najważniejszy był dla niej kącik dziecięcy, a w nim rubryka „Baczność poczta!”. To od niej Stefcia zaczęła lekturę.

Serce zabiło mocniej, gdy zobaczyła tam swoje imię i nazwisko. Redakcja odpowiedziała na jej list tymi słowy:

Fragment treści "Jlustracji Polskiej" z odpowiedzią na list Stefci Komorowskiej z Sępólna.
Źródło: „Jlustracja Polska” nr 43/1934

Przeczytała to raz i drugi. Pytanie na koniec było ze wszech miar zasadne, ponieważ w ciągu ostatnich miesięcy Stefcia Komorowska stała się prawdziwą gwiazdą kącika dziecięcego.

Baczność poczta!

Dziewczynka po raz pierwszy pojawia się na łamach tygodnika w lutym 1933 roku (a przynajmniej tak sugerują mi wyniki wyszukiwania na stronie). Stefcia mieszkała wówczas w Inowrocławiu. Redakcja odezwała się do niej tak, jakby chodziło o kogoś już znanego:

Fragment treści "Jlustracji Polskiej" z odpowiedzią na list Stefci Komorowskiej z Sępólna. Rok 1933.
Źródło: „Jlustracja Polska” nr 8/1933

Nie natrafiłem jednak na żaden wcześniejszy ślad po Stefci. Wyniki wyszukiwania najwidoczniej są niemiarodajne, a ja przyznaję – mimo tych swoich ciągot nie miałem zbytnio czasu ręcznie przedzierać się przez każdy z wcześniejszych numerów. Już raz zmieniłem datę jej debiutu – początkowo myślałem, że był to marzec. Jestem gotowy na kolejną korektę, nie to jest wszak w tej historii najważniejsze.

Korespondencja Stefci z czasopismem stała się częsta i regularna. Dziewczynka wysyłała do Poznania rebusy, wierszyki, opowiadania, kolejne opisy. Część jej twórczości trafiła na łamy tygodnika, o reszcie dowiadujemy się wyłącznie ze wzmianek w rubryce „Baczność poczta!”. Nie stroniła od epistoły, os spraw przyziemnych, na przykład pytając redakcję o możliwość zamiany nagród książkowych na nagrody pieniężne lub prenumeratę tygodnika. Bo musisz wiedzieć, że w międzyczasie Stefcia za wierszyk „Koci, Koci, Łapci” otrzymała swoją drugą nagrodę. Stała się dzięki temu pierwszą czytelniczką w historii czasopisma, mogącą pochwalić się takim osiągnięciem.  

Fragment treści "Jlustracji Polskiej" z odpowiedzią na list Stefci Komorowskiej z Sępólna. Informacja o wygraniu nagrody i wiersz "Koci, koci łapci".
Źródło: „Jlustracja Polska” nr 22/1933

Z Kujaw na Pomorze

Stefcia zamilkła na jakiś czas w listopadzie 1933 roku. Na strony „Jlustracji” wróciła w marcu następnego roku. W jej życiu zaszła w tym czasie duża zmiana. Dziewczynka nie mieszkała już w mieście nad Notecią, lecz w przygranicznym Sępólnie Krajeńskim. W numerze nr 33 z 19 sierpnia 1934 roku podano nowy, sępoleński adres panienki Komorowskiej. Nie zaskoczę cię tym adresem. Owszem – to ulica Hallera 3. Kiedy spoglądam na tę kamienicę, lubię sobie myśleć, że przy którymś z okien siedzi sobie ta moja Stefcia – zaczytująca się w „Ilustracji Polskiej”, pochylona nad kartką papieru. Tak, jak opisałem to kilka akapitów wyżej.

Być może przy którymś z okien, w które się wtedy wpatruję, napisała historię ławki, zamieszczoną w tym sierpniowym numerze. Gdy czytam to króciutkie opowiadanie, widzę pierw gładki, listowy papier. W delikatnej, nieco poplamionej atramentem dłoni dostrzegam wieczne pióro. Słyszę gwar miasta, będący stałym gościem w kamienicy przy Hallera 3. Wreszcie stalówka zaczyna taniec na papierze. Stefcia buduje swoją opowieść; stawia ją wers po wersie, akapit po akapicie, sosenka po sosence: 

Twórczość Stefci Komorowskiej z Sępólna w tygodniku "Jlustracja Polska" z sierpnia 1934 roku.
Źródło: „Jlustracja Polska” nr 33/1934

Wszystko to mnie bardzo interesuje

Nasza bohaterka kończy kropką, ja wysypem znaków zapytania. Ile prawdy jest w moich wyobrażeniach o młodziutkiej literatce? Kim właściwie byli państwo Komorowscy? Czy Stefcia miała rodzeństwo? Odgarniała z czoła jasne, a może ciemne włosy? Pisała bardziej z pasji czy z lekkiego wyrachowania (co zdają się sugerować pytania o nagrody)? Szkoła powszechna w Sępólnie prenumerowała „Jlustrację Polską”. Czy obecność Stefci na łamach popularnego tygodnika była zauważana i doceniana? Pytań mam mnóstwo, odpowiedzi – niewiele.

Dziewczynka milknie po raz drugi w listopadzie 1934 roku. Odzywa się po 3 miesiącach, w lutym. W numerze nr 7 z 17 lutego 1935 roku redaktor w odpowiedzi na jej list pisze:  

Fragment treści "Jlustracji Polskiej" z odpowiedzią na list Stefci Komorowskiej z Sępólna.
Źródło: „Jlustracja Polska” nr 7/1935

I jest to ostatni ślad po Stefci, na jaki natrafiłem. Wiesz, niby mało, chociaż… Internet skraca, przyspiesza, zderza. Więc może jeszcze wpadniemy na siebie, panienko Komorowska? I poznam odpowiedzi na te wszystkie pytania. Stefciu, kiedy się przeprowadziłaś i dlaczego? Wyzdrowiałaś? Jak długo mieszkałaś w Sępólnie? Przeżyłaś wojnę? Czy pisałaś i później, w dorosłym życiu? Kim stała się kronikarka dziejów sosnowej ławki i autorka wierszyka o kotku? Wszystko to mnie bardzo interesuje!

PS Ceterum censeo 😉 Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.9 / 5. Liczba głosów: 10

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!