Szukając czterolistnej koniczyny. Relacja z miejsc, gdzie diabeł mówi dobranoc – część trzecia

4.5
(12)

Wiecie, kiedy skończył się PRL? W niektórych miejscach wcale się nie skończył. Trwa, wisi sobie na ścianie. I zaskakuje każdego, kto się na niego natknie. Tak właśnie stało się ze mną.

Nie same domy

W poprzednich dwóch częściach podzieliłem się z Wami opowieściami o historiach ukrytych w domach. Literalnie w domach. Ale źródła i zachęty do odkrywania przeszłości spotkamy wszędzie. Nie dotyczy to wyłącznie adresów, budowli, słowem – dużych gabarytów. Większość materiałów z naszego Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej latami leżała grzecznie w kopertach, teczkach, pudełkach lub albumach fotograficznych. Większość, lecz nie wszystkie. Losy niektórych też są sensacyjne, inne dosłownie przywrócono z niebytu – natykając się na nie jak na czterolistną koniczynę.

               Przykład pierwszy: amforka. O podarowanym artefakcie ofiarodawca napisał tak: Amforkę znaleziono […] podczas dokonywania wykopu pod budynek mieszkalny w październiku 1970 roku. Po rozebraniu budynku mieszkalnego, który mógł stać w tym miejscu około 150 lat, ukazało się palenisko o wymiarach 2,5 x 2,5 metra i grubości ok. 5 cm. Był to dowód, że stał tam budynek mieszkalny – tzw. „kurna chata”. […] W popielisku był tylko popiół drzewny. Po usunięciu popiołu, ukazał się czysty piasek. W piasku na głębokości 5-8 cm znajdowała się amforka zatkana korkiem. Próba otworzenia nie powiodła się – korek natychmiast odłamał się, pozostawiając część w szyjce flakonu. Amforka była pusta. […] Cechuje ją prostota i brak ozdób. Prawdopodobnie pochodzi ze starożytnej Grecji lub Egiptu. Ponadto ciekawość budzi technika garncarska jaką tu zastosowano. Spód stopy eksponatu posiada układ linii mimośrodowy, a nie kolisty. Ciekawe kiedy stosowano tę technikę w garncarstwie.

Amforka znaleziona w Sępólnie / źródło: materiały własne

Pobudza wyobraźnię, prawda? Dla regionalisty oraz archiwisty społecznego – braci syjamskich we mnie, co istnieć bez siebie nie potrafią – to prawdziwa gratka.  

Przykłady drugi oraz trzeci. Ponad 150 dokumentów pochodzących z drugiej połowy XIX wieku, związanych z osobą żydowskiego handlarza Jacoba Brückmanna, zostało odkrytych – o ile mnie pamięć nie myli – na poddaszu, podczas wymiany dachu. A w trakcie remontu w siedzibie starostwa powiatowego za framugą drzwi natknięto się na kilka kart pochodzących z okresu II wojny światowej. Zawierały one dane osobowe i zdjęcia; stanowiły prawdopodobnie część kartoteki.

Kolejna zdobycz – dowód na wszechobecność źródeł i historii – już na mnie czeka.

Czterolistna koniczyna

Trafiłem na tę perełkę przypadkiem. W swoim drałowaniu wzdłuż i wszerz okolicy, w tym zaglądaniu pod każdy kamień nie ograniczam się do obszarów wiejskich. Wręcz przeciwnie. A w mieście lubię zejść z chodnika, żeby wejść na podwórze, na klatkę schodową, w bramę. Lubię sprawdzić, co można zobaczyć przez dziurę w płocie albo okno na poddaszu.

Tak się jakoś złożyło, że do tamtego dnia nie odwiedziłem tej kamienicy ani razu. Bogiem a prawdą to, co się miało wydarzyć, było zasługą mojej towarzyszki. Po krótkiej rozmowie podeszła, złapała za klamkę, otworzyła drzwi, weszła. A ja nie filozofowałem, poszedłem za nią. Z zewnątrz kamienica wyglądała naprawdę przyzwoicie. Pomalowana fasada, elementy dekoracyjne w innym kolorze. W konkursie piękności nie zdobyłaby korony, nie wylądowałaby też na końcu stawki. Zdążyłem się jednak przyzwyczaić, że stan części wspólnych w środku wielu budynków wielorodzinnych nie licuje ze stanem frontu. I tak było właśnie w tym przypadku.

Po przejściu przez drzwi dostałem mocno w zmysły. W nos uderzył specyficzny zapach stęchlizny – z drewnianą nutą głowy oraz nutą serca, opartą chyba na chemikaliach z łuszczącej się na potęgę farby. W oczy przywalił widok korytarza, nad którym prawdopodobnie pastwili się wszyscy i pastwiło się wszystko – i to od momentu, kiedy murarz zszedł z rusztowania. Ślady lamperii. Mniej i bardziej radosna twórczość językowa, uwieczniona każdym możliwym sposobem. Gryzmoły oraz ślady o nieznanej etiologii – równie dobrze wprawka jakimś narzędziem, co rezultat prostego atawistycznego impulsu. Drewniana podłoga. Jej środek wydeptany, boki z zachowanym malowaniem na mdły brąz. Cóż, środek chyba już prezentował się lepiej. A pośród tego wszystkiego – no weck, np piec, no czterolistna koniczyna.

Regulaminowo

Najwidoczniej zapomniana przez wszystkich, brudna, pomazana i popisana, mimo to w kondycji o wiele, wiele lepszej niż wszystko wkoło. Drewniana ramka i szybka. Za szybką zaś – regulamin utrzymania porządku i czystości w nieruchomościach na terenie miasta. Punkt po punkcie: przepisy wstępne, obowiązki dozorców domów, obowiązki administratorów, zarządców i właścicieli nieruchomości, obowiązki najemców lokali, przepisy końcowe. W prawym dolnym rogu wytłuszczono: Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. W prawym górnym informacja, że to załącznik do uchwały prezydium z lat 60. ubiegłego stulecia.   

Kapsuła czasu na ścianie / źródło: materiały własne

Zamurowało mnie. Trudno było oderwać wzrok od tego zjawiska. Kurczę, za niedługo gdzieś w rewitalizowany Plac Wolności wmontują kapsułę czasu. Tymczasem jedna kapsuła już od dawna tam jest.

Ja sobie ten regulamin pożyczę. Na pewno go zeskanuję i plik umieszczę w bibliotecznym archiwum. Powinienem się spieszyć, bo ktoś mnie nie daj Boże ubiegnie. Niby przetrwał upadek PRL-u, reformy Balcerowicza i wejście do Unii Europejskiej. Niby dla niejednego jest przezroczysty, o czym najdobitniej świadczy fakt, że wciąż na tej ścianie wisi – niemniej licho nie śpi.

Historia i źródła są wszędzie. Bywają oczywiste i czytelne niczym boje sygnalizacyjne na wodzie. Bywają takie, które odcinają się od współczesności gradientem. Inne, jak Wally co to zwiedzał świat, ukrywają się pośród gwaru reklam, modnych przeszkleń, kostki brukowej, zapomnianych polnych dróg prowadzących na koniec świata. Na powierzchni znacznie przekraczającej powierzchnię biurka, przy którym się na co dzień pracuje. Poza murami instytucji, dress codem, godzinami pracy.


PS Trochę kiepsko tak czytać od końca! Zachęcam więc do przeczytania części pierwszej (tutaj) i drugiej (tutaj).

PS 2 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.5 / 5. Liczba głosów: 12

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!