Takich dwóch jak nas trzech… Jak udało się nam namierzyć generała Hallera w Wałdowie?

4.9
(12)

Nikt z nas nie wie tyle, ile wiemy wszyscy razem. Jak ja lubię tę maksymę! Jakiś czas temu dzięki wzorowej pracy zespołowej udało się nam rozwiązać zagadkę pewnej fotografii. I potwierdzić prawdziwość tego porzekadła – chociaż czy truizmy naprawdę wymagają dowodów potwierdzających ich słuszność? Jacy „my”, jaka zagadka i jaka fotografia – już wyjaśniam!

Nas trzech, czyli zacznijmy od dwóch

Cholera już mnie bierze na myśl o „Sępólnie Krajeńskim – ilustrowanej podróży przez wieki”. Za dużo jest i było tej książki – mam ją po dziurki w nosie… Ale przy jej pisaniu spotkało mnie kilka bardzo fajnych, dobrych rzeczy. W życiu bym się nie spodziewał, że w trakcie tworzenia publikacji los uśmiechnie się do mnie aż tak szeroko!

Niespodziewanie dorobiłem się dobrego duszka, podrzucającego mi raz na jakiś czas fantastyczne historyczne prezenty. Duszkiem tym był Daniel Nita – stróż prawa, miłośnik historii lokalnej, za niedługo archeolog z papierami. Daniel posiada szerokie koneksje wśród miejscowych kolekcjonerów, co starałem się wykorzystywać. Ten dobry duszek to dostarczył mi kilka łakomych kąsków od pana Hermanna (za co obu panom dziękuję!), to wypożyczył i udostępnił perełki od pana Droboszewskiego (ponownie – stokrotne dzięki!). Zdradzę Ci teraz pewien sekret. Wiesz, w mojej robocie też są tak zwane „momenty” – chociaż należy rozumieć je trochę inaczej. Serce bije wtedy szybciej, uwaga się zawęża, źrenice rozszerzają, ale krew do głowy napływa, nie z niej odpływa… Zdarza się to, kiedy trafiasz na jakiś wyjątkowy ślad przeszłości. Kiedy los uśmiecha się do ciebie szeroko.

Tego dnia Daniel przyniósł mi cały zestaw z sezamu pana Droboszewskiego. Były tam rzeczy niesłychane, w tym pocztówka z widokiem starego mostu na Sępolnie. Jezusie, no rarytas! Serce zabiło szybciej, uwaga skupiła się na jednym, oczy jak pięć złotych. Dzięki dobroci obu Panów pocztówkę tę zobaczysz w książce. A w pakiecie było jeszcze, między innymi, to zdjęcie:

Nie ma się co czarować. Gdyby nie Daniel, byłoby mi bardzo trudno dotrzeć do tej wyjątkowej fotografii.

OK, zaczynamy śledztwo

Na zdjęciu rozpoznałem od razu burmistrza Sępólna Edwarda Jagielskiego i Stanisława Sobierajczyka, sępoleńskiego kupca. Pierwszy stoi za siedzącym kapłanem, drugi – w okularach i bez nakrycia głowy – przy sztandarze. Okoliczności, w jakich zostało wykonane zdjęcie, są jasne. Na płacie bez wysiłku odczytamy, że chodzi o któreś z powiatowych kół Towarzystwa Powstańców i Wojaków. Daniel liczył, że uda mi się powiedzieć coś więcej o uwiecznionym wydarzeniu. I nie mylił się.

Poświęcenie sztandaru koła towarzystwa, gdzieś w okolicach Sępólna – cóż, to całkiem niezły punkt wyjścia dla śledztwa. Poza tym moją uwagę przykuł jegomość w wojskowym mundurze, który rozsiadł się w fotelu, z nogą założoną na nogę. Jak na złość miał rozmazaną twarz, ale… Zasiadał wśród możnych i wpływowych ówczesnego świata (a w zasadzie krajeńskiego skrawka tego świata), a jego sylwetka i mundur wydały mi się znane, widziane wcześniej… Ponadto pamiętałem, że kiedyś w prasie z epoki czytałem o tym, że gen. Haller odwiedził Wałdowo, zostając patronem jakiejś organizacji. Wszystko to składało mi się do kupy. Najpierw zapytałem wujka Google o Hallera. Odpowiedział między innymi tak:

Gen. Józef Haller / źródło: http://pck.malopolska.pl/gen-jozef-haller/

Taaaa…

Następnie zerknąłem do swoich notatek i do Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej. I bingo: po chwili mogłem wysłać Danielowi coś takiego:

Słowo Pomorskie nr 146 z 26 czerwca 1924

Takiego widowiska w Wałdowie chyba jeszcze nie widzieli! Dla mnie śledztwo było już zakończone. Rok 1924, Wałdowo, gen. Haller, kurtyna.

Trzeci dorzuca coś od siebie

Wszystko idealnie do siebie pasowało. A kropkę nad i postawił niezawodny Leszek Skaza. Mam to szczęście, że znakomity regionalista często odwiedza sępoleńską bibliotekę. Każda z wizyt stanowi okazję do wymiany informacji – wiecie, nikt z nas nie wie tyle, ile… Opowiedziałem panu Leszkowi o wizycie Daniela, pokazałem fotkę i relację z gazety. Pogadaliśmy na ten temat i okazało się, że biblioteczny gość może ten wątek nieco rozwinąć i wzbogacić go o nowe kadry. Dysponuje bowiem zdjęciami albumu fotograficznego ze zbiorów Danuty Prądzyńskiej (tak, od tych Prądzyńskich ze Skarpy). Wśród fotek z albumu znalazły się natomiast te dwie:

Na pierwszej fotce widać wyraźniejszego gen. Hallera, na drugiej – kościół w Wałdowie. Do tego pasujące opisy pod zdjęciami. A więc – sprawa rozwiązana!

Bez Daniela pewnie nie otrzymałbym do wglądu pamiątek ze zbiorów pana Droboszewskiego. Pan Leszek dostarczył dowody potwierdzające moje wcześniejsze ustalenia. No, i to rozumiem! Piękna praca zespołowa. Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego.

Jak wspomniałem Daniel zrobił wiele dobrego dla „Sępólna krajeńskiego – ilustrowanej podróży przez wieki”. Ale żeby się o tym przekonać, musisz się jeszcze uzbroić w trochę cierpliwości. Książka ukaże się najprawdopodobniej w styczniu. Prędzej spotkamy się tutaj, o ile…


No właśnie, o ile. W tym miejscu zawsze dawałem Ci możliwość postawienia mi kawy. Tym razem napiszę o sprawie poważniejszej. Za kilka dni kończy się bowiem ważność domeny oraz hostingu dla www.cliozsepolna.pl. Żeby strona działała kolejny rok, konieczne jest opłacenie wyżej wymienionych do 16 grudnia. Nie jest to duży wydatek, bo niecałe 300 złotych. Żeby tę kwotę uzbierać, założyłem zrzutkę w serwisie zrzutka.pl. Jeśli cenisz sobie treści, które tutaj zamieszczam, i chcesz, aby pojawiały się one dalej, dorzuć się proszę do kosztów domeny i hostingu w tym miejscu:

https://zrzutka.pl/gxj45h

Może to być nawet symboliczna złotówka. Z góry Ci dziękuję i… mam nadzieję, że do zobaczenia!

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.9 / 5. Liczba głosów: 12

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!