Wes Craven lubi to. Kamienice rodem z…

4.6
(10)

…z Ponyville! Cmok, mniam i różowe cekiny! Ale że co? Że nie to obiecuję tytułem, że nie ta bajka? Ech, no dobra, żarty na bok. No to napiszę, jak jest: straszy. Wes Craven by się ucieszył. I John Carpenter. Niejeden miłośnik PRL-u też. I fan filmu noir, a nawet wyznawca postapo. W tym tekście zapowiedziałem, że echa artykułu Roberta Lidy będą tutaj żywe jeszcze przez jakiś czas. Konkretnie – do teraz.

Stefcię już zostawiam w spokoju. Światła reflektorów kieruję na kamienicę.

Lukier na parterze

Dziennikarz „Krajeńskich” w swoim brzemiennym w skutki tekście pisze tak:

„Gdyby starszemu mieszkańcowi Sępólna tłumaczyć, o jaki budynek chodzi, to wystarczy powiedzieć, że to ten, w którym był sklep rybny. Nic więcej nie trzeba dodawać. Dzisiaj zamiast sklepu rybnego jest sklep z pieczywem. Lokatorzy budynku zaprowadzili nas do piwnicy, a tam po prostu strach wchodzić. Schody wejściowe pęknięte w poprzek. Ściana obok przesunęła się w bok o 10 centymetrów. Wszędzie pełno pęknięć, a w szpary można włożyć całą rękę, a może nawet nogę. Szczęście w nieszczęściu, kamienicę tę budowano przed wojną, a nie współcześnie. Przedwojenni budowniczowie, być może Niemcy albo Żydzi, zastosowali tutaj strop o konstrukcji łukowej, wsparty na kolejowych szynach łączonych nitami.” I dalej: „Już samo wejście do głównego korytarza i na klatkę schodową budzi zgrozę. Mówiąc wprost, wygląda tam jak w chlewie, nie obrażając niektórych rolników. Ściany chyba od wojny nie widziały farby.” Do tego woda lejąca się po kominach.

Rymem częstochowskim: z zewnątrz przyzwoicie, wewnątrz rysy i gnicie.

Turystyka miejska na nowo

Musisz wiedzieć, że mam manierę zwiedzania miasta od zaplecza. Lubię sobie wchodzić na podwórza i do kamienic, lubię penetrować zaułki, nawet te wszystkie miejskie wyrostki robaczkowe. I dosyć dobrze wiem, jaki jest stan większości śródmiejskich kamienic. A przynajmniej stan wizualny, chociaż zapach i wygląd mogą sugerować pewne problemy natury technicznej.

Sępólno, ul. Hallera. Warto zajrzeć tam, gdzie z poziomu chodnika wzrok nie sięga. / źródło: www.wikimedia.org / autor: Kazimierz Mendlik

Że na korytarzach i klatce schodowej przy Hallera 3 „wygląda jak w chlewie”? Może źle trafiam, ale według moich obserwacji to raczej reguła, nie wyjątek. Do tego zapach, który potrafi wykrzywić buzię – najczęściej wilgoci, stęchlizny, w zestawieniu z bukietami innych aromatów, bliskich ludziom a nawet ich pupilom. Sypiący się tynk. I drzwi na korytarzach, wywołujące lęk przed spodziewanym atakiem zombiaków. I zapiski miłosne, i luźne wnioski na ścianach. A we wspólnotach uwagę przykuwają jeszcze lokatorskie patchworki. Z zewnątrz objawiają się często termoizolacyjnymi wykuszami czy inną estetyką okien, wewnątrz drzwiami i estetyką obejścia. Miszmasz, kakofonia. Wersja mikro problemu z chaosem przestrzennym w Polsce; problemu znanego i opisywanego szeroko od lat.

Bywa, że to, co widać, jest zaskoczeniem, bo fasada prezentuje się całkiem dobrze. Bywa jednak i tak, że wnętrze potwierdza obawy zrodzone w trakcie oględzin lica. Stan budynków jest jaki jest. Nie kłamię, wystarczy spacer po Placu Wolności i przyległościach. Ale żeby być uczciwym – wynika to z różnych przyczyn, o czym jeszcze za chwilę. Bo chyba warto o tym trochę porozmawiać, nie sądzisz?

Lokalny Program Rewitalizacji – to brzmi dumnie

Pewnie zgodzisz się ze mną, że problem z estetyką sępoleńskiego śródmieścia istnieje i jest… no cóż, doskonale widoczny. Stan śródmieścia stanowi zagadnienie wieloaspektowe, poświęcony jest mu m.in. „Lokalny Program Rewitalizacji dla gminy Sępólno Krajeńskie na lata 2016-2023”. Powstał on w wiadomym celu i sam w sobie stanowi interesujący dokument. Teraz nawiążę do niego – poniekąd w ramach dygresji – ale mam nadzieję, że mi to wybaczysz.

Strona tytułowa dokumentu, który tłumaczy rewitalizację centrum Sępólna / źródło: www.gmina-sepolno.pl

„Centrum wraz z okolicami Jeziora Sępoleńskiego składa się w przeważającej większości z historycznej zabudowy, której mieszkańcami są osoby starsze. Na obszarze tym znajduje się największa liczba budynków wybudowanych przed rokiem 1989. Młode osoby decydują się na osiedlanie w młodszych częściach miasta, gdzie znajdują się nowe, dostosowane do ich wymagań budynki wraz z równie dobrze rozwiniętą infrastrukturą (jak w przypadku obszarów centralnych).” Oto wyimek z tego dokumentu; przykład opinii, którą można rozwinąć i przegadać. Czy śródmieście stanowi pożądane miejsce do życia? Jak jest ocenianie przez mieszkańców – swoich oraz pozostałych obszarów? I co z działaniami, które w debacie publicznej dotyczącej rewitalizacji ledwo się przebijają, są wręcz niewidoczne – a przecież kluczowe w kontekście problemów zdiagnozowanych w dokumencie?

Projekt musi być miękki

Teraz zadam ci dwa pytania. Czym dla ciebie jest rewitalizacja? Co wiesz na temat rewitalizacji centrum Sępólna? Jeżeli w odpowiedziach skupisz się na „przebudowie” i synonimach tego słowa, nie będziesz w mniejszości. Tymczasem ciekawostka: według Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej rewitalizacja to coś znacznie więcej. Zmiana w przestrzeni to tylko element szerszego procesu, mającego poprawić komfort życia i status socjoekonomiczny ludzi zamieszkujących teren objęty działaniem. Nasza rewitalizacja musi się w tę szeroką definicję wpisywać per se, obejmuje zatem kilka projektów miękkich: kulturalnych, szkoleniowych, doradczych. Tak, ja też o tym nie wiedziałem. To, że one są praktycznie nieobecne w świadomości sępólnian, jest dosyć wymowne, nie sądzisz?

Rewitalizację de facto sprowadzamy do jednego. Nie gwiżdżę jednak na alarm, żaden ze mnie sygnalista. Mam bowiem wrażenie, że w pewnym sensie tak trzeba, że lepszy wróbel w garści… Że wszyscy do wszystkich puszczają oczko. I to wszędzie, jak Polska długa i szeroka. A może jestem zbytnim pesymistą? Przestrzeń wpływa na nasze zachowanie, więc częściowy makijaż i lifting Placu Wolności wraz z przyległościami może nie tylko przywróci im blask, ale i wpłynie pozytywnie („miękko”) na mieszkańców? Hm, zabili mi ćwieka, nie powiem. Nie ma co jednak męczyć zagadnienia godnego własnego, rozbudowanego artykułu. „Miękkość” projektu zostawiam tu jako ciekawostkę, lecimy dalej. Wracamy do mokrego snu Wesa Cravena.

Wizualizacja ul. Kościelnej po rewitalizacji / źródło: Urząd Miejski w Sępólnie Krajeńskim

Kamienice na musiku

Z perspektywy niniejszego wpisu rewitalizacja ma przede wszystkim to znaczenie, że tekstem lokalnego programu charakteryzuje śródmieście a samą sobą prowokuje debatę na temat stanu centrum i urbanistyczno-architektonicznych oczekiwań mieszkańców. Przy okazji rozmów o rewitalizacji często zabierano głos w sprawie nas bezpośrednio interesującej, czyli estetyki kamienic. Burmistrz był i jest o to zagadywany przez dziennikarzy. Oczywiście włączenie remontów kamienic w program rewitalizacji jest nierealne. W ratuszu rozmyślają jednak nad formą zachęty dla właścicieli, którzy chcieliby odjąć swoim nieruchomościom zmarszczek i starczych plamek. I słusznie, wszak trudno o lepsze rozwiązanie, niż przemalowanie okolicy pędzlem kompleksowo, od góry do dołu!

Teraz możemy się zastanowić, dlaczego stan zbyt wielu budynków w śródmieściu skłania mnie do straszenia Wesem Cravenem. Pewną odpowiedź znajdziemy w artykule Lidy. Cytuję: „Obraz tej kamienicy jest tragiczny. […] W takich sytuacjach zawsze pytamy czy w budynku jest wspólnota mieszkaniowa. Jeśli tak, to jego utrzymanie jest problemem współwłaścicieli, a pretensje do gminy niesłuszne. Hallera 3 formalnie jest wspólnotą, ale specyficzną. […] W tym przypadku własnością prywatną jest jedno mieszkanie i dwa lokale użytkowe na parterze. Pięć mieszkań należy do gminy. Okazuje się, że z własnością gminy sprawa nie jest taka oczywista. Otóż kilkanaście lat temu ujawnił się spadkobierca dawnych właścicieli, mieszkaniec Chojnic. […] Miedzy innymi dlatego gmina wstrzymała sprzedaż mieszkań i nie inwestowała w walący się budynek, a lokatorzy ze względu na fatalny stan techniczny nie byli zainteresowani wykupem mieszkań.”

Co siedzi w głowie kamienicznika?

Jak widać nieuregulowane kwestie własnościowe to jeden z czynników wpływających na zaniedbania. Co byśmy mogli dorzucić? Gdybam. Zakładam, że w grę wchodzi generalny remont. Da się go rozłożyć na etapy, lecz nie komplikuję sobie rozważań. W przypadku wspólnoty do tych czynników należałoby dodać niski fundusz remontowy, pewnie brak porozumienia wśród członków wspólnoty. W przypadku gminy: jedyne, co przychodzi mi do głowy, to brak funduszy.

Ciekawie robi się w przypadku własności. Remont budynku nie generującego przychodu może być zwyczajnie trudny do udźwignięcia finansowo. A gdybym był właścicielem budynku generującego przychód? Mógłbym czekać z remontem, aż uzbieram odpowiednie środki (wariant optymistyczny, ponieważ inwestycja jest kwestią czasu). Przy większym wyrachowaniu czekałbym z rozpoczęciem prac, dopóki nie pojawią się sprzyjające okoliczności (choćby dofinansowanie z jakiegoś programu). Wreszcie mógłbym myśleć w krótkim horyzoncie: czerpiąc dochód z wynajmu, wyciskając tę cytrynę tak długo, jak coś z niej leci. Wychodząc z założenia, że skoro lokatorzy nie uciekają i płacą, nie warto inwestować w poprawę stanu nieruchomości.

Rzecz jasna w grę wchodzą też z pewnością czynniki ogólne i psychologiczne, na przykład przyzwyczajenie do istniejącego stanu rzeczy, brak czasu, niechęć do ryzyka, prokrastynacja, fascynacja estetyką horroru (OK, żart) i tym podobne. Naturalnie mniej lub bardziej wiążą się one z ekonomią.

Oczywiście jestem świadomy, że ledwo liznąłem temat i że poruszam się po grząskim dla siebie gruncie. Mimo wszystko bardzo mnie te kwestie ciekawią, więc z chęcią wysłucham twojego zdania. Bez gniewu i upodobania, sine ira et studio. Zwłaszcza, jeśli jesteś praktykiem bądź jesteś blisko praktyka.

Mieszkać jest gdzie, ale… nie ma gdzie

Z ogólnie średnim stanem śródmieścia wiąże się ściśle jeszcze jedno interesujące zagadnienie. Jeżeli pospacerujesz po Sępólnie uważnie obserwując zabudowę, zauważysz, ile powierzchni się tutaj marnuje. Pal sześć poddasza czy zagracone budynki gospodarcze, które po remoncie mogłyby stanowić piękne, wymarzone, własne cztery kąty. Pal sześć przestrzenie banku Millenium, bezkresne i niezaludnione niczym australijski interior. Mam na myśli mieszkania czy przestrzenie mieszkalne, które po prostu stoją puste. To się rzuca w oczy – okiennice na słowo honoru, szyby pokryte warstwą brudu, uwalone firany. Niekiedy sąsiedzi potwierdzą to, co widać gołym okiem.

Budynek na ul. Hallera 13 jest do kupienia od lat. I od lat się marnuje, chociaż nie szpeci okolicy. / źródło: www.bankmillennium.pl

Nieustannie zastanawiam się: o jakiej skali mówimy i dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nikt tam nie mieszka? Kapitał zamrożony w lokalu topnieje, jego wartość spada. Nie ma chętnych? Wątpię. Wystarczy rozejrzeć się na Facebooku. Każde ogłoszenie o sprzedaży nieruchomości wywołuje niemałe zainteresowanie. Popyt jest, to podaż szwankuje. Zdjęcie otwierające tekst przedstawia popadającą w ruinę kamienicę przy ul. Ogrodowej w Łodzi (autor: kreon1974, źródło: www.commons.wikimedia.org). Dawna stolica przemysłu włókienniczego wyludnia się, czego skutkiem są dramatyczne ubytki w zabytkowej tkance miasta. Wariant łódzki nam raczej nie grozi, jednak trend musi niepokoić.

Niestety rozpoznaję wspomniane zjawisko po omacku, intuicyjnie, nie dysponując twardymi danymi. Co sprawia, że marnotrawimy zasób pożądany przez niemało ludzi? W przypadku ofert na rynku pewnie zbyt wysoka cena. Globalnie niemałą przeszkodą wydają mi się również kwestie prawne: nieuregulowane kwestie własności, powstanie wspólnoty i tym podobne. I znów: gdybam, więc jeśli możesz coś dodać do tematu, poproszę!

Temat rzeka

Jeżeli nadal ze mną jesteś, super! Obiecuję powoli kończyć, chociaż rynek mieszkaniowy, rewitalizacja, śródmieście to tematy, o których można jeszcze wiele pisać. Nie byłbym sobą, gdybym nie przemycił tutaj wątku typowo historycznego. Zacząłem się bowiem zastanawiać, także pod wpływem lektury Lokalnego Programu Rewitalizacji, nad dawną, międzywojenną strukturą społeczną śródmieścia. Refleksja na gorąco, w uproszczeniu, bez zgłębiania zagadnienia, jest następująca: widać punkty wspólne. Obecnie lepiej sytuowani porzucają śródmieście na rzecz osiedli domów jednorodzinnych a nawet obszarów podmiejskich. Chociaż trend nasilił się w ostatnich latach, obserwujemy go od dawna. Obecna ul. Kościuszki to przecież dzielnica willowa, rezydencje da się też znaleźć w innych peryferyjnych lokalizacjach (vide willa sędziowska przy obecnej ulicy Wojska Polskiego). Uciekali tam głównie ci, którzy nie byli zależni od nieruchomości, chociaż te ich „ucieczki” można tłumaczyć na różne sposoby.

Centrum to ci, którzy wynajmowali mieszkania lub pokoje, ale też właściciele kamienic. Osoby zamożne, czerpiące zysk z najmu, a nierzadko i z prowadzenia własnego interesu (sklep, usługi, manufaktura). W tym wypadku lokalizacja odzwierciedlała status społeczny zapewne w ten sposób, że właściciele dysponowali najwygodniejszym lokalem oraz korzystali z innych dobrodziejstw, takich jak ogród. Pieniądz im nie śmierdział, towarzystwo nie przeszkadzało. Brzmi znajomo?

Ulica willowa w Sępólnie – obecnie ulica Kościuszki. Pocztówka z 1916 roku. / źródło: Leszek Skaza, „Sępólno Krajeńskie i okolice na dawnej pocztówce”

Pomijam fakt, że część kamienic stanowić musiała de facto domy quasi-jednorodzinne, to znaczy zajęte przez przedstawicieli jednej familii. A tak w ogóle to za dużo pomijam, krucafiks, więc może lepiej dam już sobie spokój z tym trzymaniem kilku srok za ogon.

Najlepiej przejdźmy do podsumowania. Część kamienic w centrum Sępólna straszy. Przyczyna tego stanu rzeczy jest złożona i z chęcią o tym pogadam. Mimo rewitalizacji śródmieściu nie grozi gentryfikacja ani scenariusz łódzki, niemniej otwarty umysł mam, z radością wdam się w dyskusję. Poza tym za jakiś czas wrzucę na Clio tekst o moim ubiegłorocznym, wakacyjnym odkryciu na Placu Wolności. Bo wiesz, w tych naszych kamienicach kryje się sporo niespodzianek. Te budynki – mimo że niechlujne jak dzieciak wycierający gile w rękaw swetra – potrafią zaskoczyć i zafascynować. Ja do nich wzywam Wesa Cravena, prawda, ale malowniczości, autentyczności i swoistego uroku nigdy im nie odmówię!


PS Panie Robercie – dziękuję!

PS 2 Gdyby ktoś chciał pospacerować po mieście w moim stylu, to na własną odpowiedzialność. Raz Szymon Szwochert mnie nie poznał i krzyknął, gdy na Bocznej zaglądałem za płot, żeby zobaczyć, co jest po drugiej stronie. I to był pikuś. Uwierz, bywało gorzej.

PS 3 Ceterum censeo 😉 Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.6 / 5. Liczba głosów: 10

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!