Wielka Wyspa Kwiatów. Wycieczka na granicę województw

4.9
(8)

Wielka Wyspa Kwiatów: brzmi to niezwykle kusząco i tajemniczo zarazem… Czym ona tak właściwie jest, gdzie się znajduje, jaka jest jej historia i najważniejsze – czy warto ją odwiedzić? Już za chwilę postaram się odpowiedzieć na każde z tych pytań.

Start – od Sępólna po krańce powiatu

Pierwsza dobra wiadomość: w przeciwieństwie do krainy Punt i Eldorado, Wielka Wyspa Kwiatów była w moim zasięgu. Planowałem odwiedzić to miejsce odkąd dowiedziałem się o jego istnieniu, czyli od kilku miesięcy. Pozostawało mi jedynie czekać na odpowiednie warunki, bo przecież jechać tam zimą czy wczesną wiosną nie miałoby większego sensu.

Maj nie rozpieszcza nas aurą, toteż mocne podkręcenie termostatu w ostatnich dniach wystarczyło, żebym podjął błyskawiczną decyzję o wyjeździe. Po pracy szybki posiłek, wyprowadzenie jednośladu, kluczyk do stacyjki, kask, starter i sruuu! Tyle mnie w Sępólnie widzieli. Zegarek wskazywał mniej więcej za kwadrans szóstą.

Dojechałem do Więcborka, pokonałem Dworcową i po chwili znalazłem się w podmiejskiej Witunii. Za nią czekał mnie przyjemny fragment trasy: slalom między jeziorami w Zakrzewskiej Osadzie i Lubczy, wiwisekcja Sypniewa i kusząca prosta przez las za Dorotowem. Aż zbyt kusząca, o czym przypominały nad wyraz liczne krzyże i znicze na poboczach. Na tym odcinku ruch był znikomy, pogoda tego dnia pierwszorzędna, radość z jazdy duża. Przyjemnie połykało się kilometry zwłaszcza po opuszczeniu powiatu sępoleńskiego (i, siłą rzeczy, województwa kujawsko-pomorskiego). Bo u sąsiadów też nie jest idealnie, ale różnica w stanie nawierzchni między Pomorzem a w Wielkopolską jest znacząca. Na korzyść Wielkopolski, niestety.

Jezioro w Lubczy. Na pierwszym planie fragment pomostu.
Lubcza – krótki postój nad jeziorem.

U celu – Wielka Wyspa Kwiatów

Zanim dane mi było na dobre poczuć różnicę pomiędzy drogami Wielkopolski a Pomorza, byłem na miejscu. Wielka Wyspa Kwiatów leży bowiem w dolinie Łobżonki, stanowiącej granicę województw. Aby dotrzeć do celu, trzeba zjechać z jezdni. Najlepiej zrobić to na wysokości pierwszych budynków napotkanych za granicą; naprzeciw nich odchodzi od szosy jedna droga leśna w przyzwoitym stanie, od niej zaś drogi kolejne, w stanie różnym. Pojeździłem troszkę tymi drogami, troszkę po nich pospacerowałem. Najwięcej frajdy dała mi przechadzka wyłączonym z ruchu nasypem kolejowym. Jest on wydepilowany, znaczy się pozbawiony szyn i podkładów. Ze względu na wciąż liczne kamienie o ostrych krawędziach nie zdecydowałem się jednak wjechać nań skuterem.

Nasypem doszedłem do mostu kolejowego nad Łobżonką. Usiadłem na rozgrzanych kamieniach. Przez dłuższą chwilę cieszyłem się słońcem, ptasim koncertem i panoramą doliny. Wyłączyłem się. W tych okolicznościach przyrody nie było o to trudno. Zabawne – nawet nie wiem, czy szosą przejechał jakiś samochód. A przecież stąd w linii prostej jest do niej ledwie 50 metrów…

Grzejąc gnaty na przeprawie, prawdopodobnie znajdowałem się już w otulinie dawnego rezerwatu Große Blumeninsel (Wielka Wyspa Kwiatów właśnie), a może i nawet byłem na jego terenie. Przed oczyma miałem bowiem to, co przyjechałem zobaczyć – niewielkie, otoczone łąkami i mokradłami wzniesienie w rzecznej dolinie, porośnięte lasem z bogatym gatunkowo, ciepłolubnym runem. Żadne widowiskowe rabaty, których zresztą się nie spodziewałem.

Historia – czyli Polak potrafi

Najstarsze wzmianki o uroczysku w literaturze fachowej pochodzą z końca lat 70. XIX wieku. Sporo informacji znajdziemy na przykład w pracy dobrze nam znanego Rosenbohma (1879; tutaj tekst na temat jego badań na Krajnie). Na przełomie wieków słynny niemiecki przyrodnik Hugo Conwentz opisywał Wyspę jako „obszar porośnięty lasem złożonym ze 100- do 120-letnich dębów, sosen, grabów, lip, osik, leszczyn, czeremch i jałowców, z bardzo bogatym wiosennym runem”. Richard Frase, urodzony w Debrznie Komisarz do Spraw Ochrony Przyrody w prowincji Marchia Graniczna Poznańsko – Zachodniopruska, od 1924 roku starał się o utworzenie tutaj rezerwatu. Dopiął swego w 1938 roku. Chroniony obszar miał prawie 2 hektary.

Wielka Wyspa Kwiatów zimą. Zdjęcie z publikacji Richarda Frasego (1938) / źródło: Przegląd Przyrodniczy XXXI, 2 (2020): 20-61

Po II wojnie światowej Wielka Wyspa Kwiatów znalazła się w granicach Polski. Niestety utraciła wówczas status rezerwatu. Na miejscu pojawili się drwale, w latach 60. to miejsce stanowiło już tylko wspomnienie roślinnej ostoi z prac Rosenbohma czy Frasego. Przez kilka następnych dziesięcioleci prowadzono tutaj planową gospodarkę leśną. Dzisiaj o okazałych dębach przypominają jedynie smutne pniaki. Przyroda nie złożyła jednak broni. Mimo dewastacyjnego wpływu człowieka, katastrofalnego wręcz, Wielka Wyspa Kwiatów wciąż stanowi oazę wielu rzadkich roślin.

Od kilkunastu lat leśnicy nie prowadzą na Wyspie żadnych prac. W 2017 roku teren dawnego rezerwatu i jego okolice zostały przebadane przez botaników. Na najcenniejszych obszarach wdrożono środki ochrony czynnej, zaproponowane przez specjalistów (walka z czeremchą amerykańską, wykaszanie łąk, przebudowa drzewostanu – zastąpienie świerków i modrzewia nasadzeniami dębu i jarzębu brekinii). Jest zatem szansa, że Wielka Wyspa Kwiatów się obroni i odrodzi. Za jakieś 100-150 lat może to wyglądać jak za czasów Rosenbohma albo tych drwali, po działalności których zostały nagrobki z dębowych pniaków. Oby!

To może jeszcze Kujan?

Gdy już wygrzałem się na słońcu, postanowiłem odwiedzić pobliski Kujan. A jak Kujan, to i Kujanki. Piękne miejsca, zwłaszcza teraz – zanim przyjdzie lato i rozpocznie się najazd na jezioro Borówno i okoliczne kwatery. Przepastne lasy, duże i malowniczo położone jezioro – takie klimaty lubimy!

W drodze powrotnej zatrzymałem się przy plaży w Lubczy. I byłoby miło, sielsko, przyjemnie, gdyby nie widoki takie jak ten. Nie, no moi drodzy…

Przy plaży w Lubczy…

PS Katarzyna Barańska, Łukasz Galimski i Rafał Ruta to autorzy artykułu „Wielka Wyspa Kwiatów w dolinie Łobżonki – walory przyrodnicze i koncepcja ochrony”, który ukazał się w Przeglądzie Przyrodniczym XXXI, 2 (2020): 20-61. Lekturę artykułu polecam każdemu zainteresowanemu wycieczką do tego miejsca (tekst dostępny tutaj – klik). Uwierz mi: jechać tam a nie przeczytać tego artykułu – to głupota. Tłumaczenie z Hugo Conwentza zaczerpnąłem ze wzmiankowanego tekstu. Poza tym trzeba wspomnieć, że to wymienieni autorzy byli botanikami, którzy przebadali ten obszar i zaproponowali formy jego ochrony. Szanowni Państwo, dziękuję za Waszą pracę!

PS 2 Przed nami jeszcze odpowiedź na pytanie, czy warto. Jeśli ktoś lubi przyrodę, nie boi się komarów ani kleszczy, to warto. Botanik będzie zachwycony, miłośnik natury zadowolony, człek najlepiej czujący się pośród cywilizacji – raczej zawiedziony. Decyduj!

PS 3 Ceterum censeo… Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam Cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej i będziesz postępował zgodnie z instrukcjami:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 4.9 / 5. Liczba głosów: 8

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!