Krajeńska przyroda i jej badacze, czyli z lupą wśród drzew i krzewów

5
(9)

Podlegająca nieustannym zmianom, chociaż w swych fundamentach niezmienna. Przez stulecia dobrze znana tylko mieszkańcom, odkrywana i opisywana przez naukowców dopiero od XIX wieku. Cóż to takiego? A krajeńska przyroda. Bliska wielu z nas, trafiła wreszcie na łamy Clio. Zapraszam na pierwszą część cyklu, w którym odwiedzać będziemy łąki i lasy – te sprzed ponad stu lat i te współczesne. Niech źdźbła i gałęzie współgrają nam z datami, a nazwiska i historyczne fakty mieszają się z fauną!

Zielone na raty

Bez mała za każdym razem, kiedy na Wielkanoc wracałem ze studiów do domu, byłem świadkiem wiosennej rezurekcji. Wyjeżdżając, zostawiałem roślinność przewracającą się z boku na bok. Wracając, zastawałem ją już odkrytą, siedzącą na brzegu i przeciągającą się, zmierzwioną i w kapciach. Gotową do porannej toalety oraz pierwszego posiłku. Wiesz, pamiętam doskonale autobus wjeżdżający w ulicę Wojska Polskiego i tamtejsze szpalery drzew nabierających wigoru, rosnących w oczach, zarumienionych na zielono. Jakby jakiś Wielki Ogrodnik włączył je podczas mojej wielkanocnej nieobecności.

Lubię zieleń. No lubię, nooo… Zwłaszcza w bardziej pierwotnej postaci: z gestem, szeroką, w rytmie Matki Natury. I myślę, że ty też ją lubisz. Spacer w lesie, wylegiwanie się na mięciutkiej trawie, podjadanie owoców w przydomowym sadzie – no jak tego nie lubić? Ostatnie dni przyniosły nam piękną pogodę. Przygrzało, że hej! Wypędziło nam z domów rowerzystów, roznegliżowało scovidowane dziewczęta i scovidowanych chłopców. A Clio skłoniło do skrobnięcia czegoś o krajeńskiej przyrodzie oraz jej badaczach. Dzisiaj serwuję cosik; jeszcze bardziej po historycznemu, ale zieleń nam się otwiera w Wielkanoc, więc z czasem, z zielenią i z ciepłem będzie tutaj bardziej przyrodniczo.

Otwarte zielone księgi

Od kilku lat jesteśmy świadkami boomu na poradniki przyrodnicze. Książki Petera Wohllebena to klasyka gatunku, ale w sępoleńskiej bibliotece znajdziesz też inne publikacje, tematycznie powiązane z edukacją przyrodniczą oraz ekologią (a oto nasze książki autorstwa niemieckiego leśnika). Swoich czytelników znajduje nawet „Walden, czyli życie w lesie” Henry’ego Davida Thoreau – biblia ekoentuzjastów i transcendentalistów, jak dla mnie obowiązkowa lektura miłośników holizmu czy minimalizmu. To publikacje, które próbują przywrócić człowieka naturze. Są pouczające, inspirujące i niezwykle… ciekawe. Tak, po prostu ciekawe. Pozwalają lepiej rozumieć otaczający nas świat, pozwalają odbywać wielkie i małe przygody. Weźmy na przykład taki las. Dzieją się tam zdumiewające rzeczy! Są tam drzewa, które porozumiewają się ze sobą, troszczą się o swe potomstwo oraz pielęgnują starych i chorych sąsiadów. Drzewa – istoty społeczne. Ciekawe do kwadratu, nie sądzisz?

Thoreau, Goulson, Wohlleben, Gooley - książki o tematyce przyrodniczej w sępoleńskiej bibliotece.
Niektóre z bibliotecznych książek z nurtu eko. Zapraszam do lektury!

Jest mi wstyd, że tak kiepsko radzę sobie z czytaniem przyrody. Ale też nikt wcześniej mnie tego nie uczył. Na przysposobieniu obronnym było coś tam o wyznaczaniu stron świata za pomocą wskazówek otoczenia. A poza tym? Nic, co bym pamiętał. A przecież to nie tylko interesujące. To także szalenie praktyczne. Niegdyś Krajniacy znacznie lepiej znali język natury. Przez wieki specjalistami w tej dziedzinie byli na przykład leśnicy lub zielarki. Początkowo ich wiedza nie miała oparcia w aparacie naukowym. Bazowali oni na mądrości przodków, własnym doświadczeniu, obserwacji. Dotyczyło to również topograficznego, krajoznawczego czy botanicznego rozpoznania regionu. Krajeńska przyroda stała się przedmiotem systematycznych badań dopiero w XIX wieku. Wtedy to do ówczesnego powiatu złotowskiego trafili poważani naukowcy, którzy w fachowy sposób opisali tutejszą florę i faunę.

Caspari? No nie do końca!

O jednym z takich naukowców pisał w swojej kronice złotowski regionalista Erich Hoffmann. Przytaczam:

„18 września odnotowano śmierć naukowca. Latem 1887 roku profesor dr Caspari objeżdżał nasz powiat w celu zbadania mieszkańców. W majątku rycerskim Iłowo uległ on śmiertelnemu upadkowi. Po Casparim badania świata roślin podjął botanik Rosenbohm. Ustalono, że na terenie naszego powiatu znajduje się dużo rzadkich roślin, zwłaszcza na bagnach i trzęsawiskach, w dolinach rzek i lasach. Należy tu tylko wymienić bory kujańskie, teren wokół Jeziora Piaskowego w pobliżu Złotowa, Międzybłocie i wrzosowiska koło Nowego Dworu”.

O tych stanowiskach będzie w kolejnych wpisach. Teraz skoncentrujmy się na ustaleniu, kim był ów pechowy „profesor dr Caspari”. Kroniki Hoffmanna są świetne, naprawdę, jednak należy do nich podchodzić jak do innych uczestników ruchu drogowego – z ograniczonym zaufaniem. Nie znajdziesz bowiem żadnego profesora Caspari’ego. Za to Caspary’ego owszem. I nie wiem, dlaczego botanik miałby badać mieszkańców, skoro później Rosenbohm… Ale dobra, mniejsza.

Niemiecki botanik Robert Caspary. Dwa portrety badacza, dla którego krajeńska przyroda nie miała tajemnic.
Robert Caspary – dwa portrety ze zbiorów Europeany. / źródło: www.europeana.eu

Zgadza się natomiast fakt, że profesor zmarł 18 września 1887 roku w Iłowie. Przyczyną śmierci był wypadek – mężczyzna spadł ze schodów. Krajeńska przyroda i Caspary – czy punktem stycznym jest tu wyłącznie Iłowo? Teraz pora odpowiedzieć sobie na pytanie, kim właściwie był brodacz z ilustracji powyżej. Akademik jakich wielu, czy raczej wybitny przedstawiciel nauk przyrodniczych? Spójrzmy…

Od Królewca do Królewca

Zacznijmy od początku. Postaram się, żeby było konkretnie i szybko.

Johann Xaver Robert Caspary urodził się 29 stycznia 1818 w Królewcu. Był synem Franza Xavera, który zajmował się handlem nieruchomościami, i Justine z domu Wartmann. Dzieciństwo i młodość spędził w stolicy Prus Wschodnich. Uczył się w prestiżowym Kneiphöfisches Gymnasium (warto wspomnieć, że tę samą placówkę ukończył nieco później słynny fizyk Gustav Kirchoff). W 1837 roku zdał egzamin dojrzałości i przez kolejne trzy lata studiował teologię i filozofię na uniwersytecie w Królewcu. Wtedy to zainteresował się naukami przyrodniczymi. Zgłębiał je w Bonn, gdzie studiował (1843-46) oraz się doktoryzował (1848) i habilitował. W 1845 roku podjął pracę jako nauczyciel w placówce edukacyjnej Kortegan. W 1847 roku jako wychowawca w służbie kupca Elberfelda wyjechał na dziewięć miesięcy do Włoch. Wrócił z tej podróży z dużą kolekcję roślin i zwierząt.

Ponieważ w Niemczech nie był w stanie znaleźć pracy, wyjechał do Anglii, gdzie dwa i pół roku spędził głównie na badaniu glonów morskich i słodkowodnych. Później podróżował, przez sześć miesięcy pracował jako nauczyciel w Pau na południu Francji. W 1851 roku został docentem prywatnym na Uniwersytecie Friedricha Wilhelma w Berlinie. W 1856 roku objął posadę dyrektora zielnika i adiunkta ogrodu botanicznego w dobrze sobie znanym Bonn. Bardzo ważnym w jego życiu zawodowym i prywatnym okazał się rok 1859. Wtedy to przyjął zaproszenie uniwersytetu w Królewcu, aby objąć tam katedrę botaniki, oraz ożenił się z Marie, córką Alexandra Brauna, swojego przełożonego z czasów pracy w Berlinie. Caspary został także dyrektorem ogrodu botanicznego w Królewcu.

Po swojej tragicznej śmierci pochowany został na „cmentarzu uczonych” w swoim rodzinnym mieście (cmentarz parafialny przy kościele w Neurossgärter).

Robert Caspary - dwa zdjęcia. Na jednym grób badacza, na drugim portret w atelier.
Z lewej – Robert Caspary, zdjęcie z 1862 roku. Z prawej – grób botanika w Królewcu. / źródła: www.europeana.eu, www.wikipedia.org

Gość od Nymphaeaceae

Profesor Caspary zajmował się wieloma dziedzinami biologii, przy czym interesowały go głównie rośliny. Oczkiem w głowie akademika były rośliny słodkowodne, zwłaszcza Nymphaeaceae (grzybieniowate – na nasze, w uproszczeniu: lilie wodne). Badał ponadto różne zagadnienia związane z drzewami, zasłynął także jako paleobotanik (w szczególności zajmował się inkluzjami botanicznymi w bursztynie bałtyckim). Popularyzował użycie technik mikroskopowych w botanice. W 1865 roku jako pierwszy opisał struktury komórkowe, nazwane później na jego cześć pasemkami Caspary’ego. Uff, sporo tego… Wiem, a do tego jakieś pasemka, grzybieniowate, inkluzje… A gdzie w tym wszystkim krajeńska przyroda? Spokojnie, na horyzoncie!

Profesor Caspary wraz z Juliusem von Klinggraeffem założył w Królewcu Vereinigung der Freunde der Flora Preussens (Towarzystwo Miłośników Flory Prus), które przekształciło się w Preussische Botanische Verein (Pruskie Towarzystwo Botaniczne). Bohater niniejszego tekstu był przewodniczącym tych towarzystw i współtworzył plan badań flory Prus. Koordynował on pracę innych botaników, wysyłając ich w różne rejony, aby uzupełniali naszą wiedzę o szacie roślinnej tych miejsc. I tak docieramy do Iłowa.

Wykaz części publikacji profesora Caspary'ego. Krajeńska przyroda jest tu również obecna.
Któtki biogram Caspary’ego i dwie pierwsze strony – z kilku – z wykazem jego prac. / źródło: W Gardiner; Balfour Isaac Bayley, Annals Of Botany Vol-i (1888)

O jeden krok za daleko

Johannes Abromeit był bliskim współpracownikiem profesora Caspary’ego. Po śmierci swojego mistrza napisał obszerny biogram, zamieszczony w Schriften der Physikalisch-Ökonomischen Gesellschaft zu Königsberg. O okolicznościach wypadku w Iłowie pisze następująco (w wolnym tłumaczeniu):

„Mimo ciągłych wymagań i aktywności na polu nauki, zmarły, który zbliżał się do 71. roku życia, był jeszcze całkowicie sprawny na ciele i umyśle, a kto go dobrze znał, wie, jak dokładny był jego osąd, jak nienaruszona była jego pamięć i jak bystre oko. Nawet podczas ostatniego badania powiatu człuchowskiego bez narzekania znosił wszystkie kłopoty i niedogodności, jakie wiążą się z taką podróżą. 16 września, na krótko przed śmiercią, bez śladu zmęczenia przeszedł dystans trzech mil po piaszczystym terenie, jak poinformował mnie profesor Praetorius z Chojnic [nauczyciel tamtejszego gimnazjum – Ł.J.], i według własnych słów czuł się tym razem wyjątkowo dobrze. […] 18 września gościł u zaprzyjaźnionej rodziny Langnerów, właścicieli majątku w Iłowie. Po obiedzie schodził wygodnymi i jasno oświetlonymi schodami, potknął się jednak i upadł tak nieszczęśliwie, że złamał sobie czaszkę. Stracił przytomność, zmarł pięć godzin później, około godziny 10 wieczorem.

Pałac w Iłowie na zdjęciu z lat 30. XX wieku. Krajeńska przyroda stanowiła jeden z obszarów badawczych Caspary'ego.
Pałac w Iłowie, dawniej własność Langnerów. Zdjęcie z lat 30. XX wieku. / źródło: http://archiwum.powiat-sepolno.pl/143_DWOR_W_ILOWIE.HTM

W tym miejscu pozwolę sobie sprostować pewne błędne informacje, rozpowszechnione przez lokalne gazety z powodu pomylenia miejscowości: Caspary zmarł w Iłowie, znajdującym się około 1,5 mili na północny zachód od Więcborka w powiecie złotowskim w Prusach Zachodnich. Po zakończeniu badań wód w powiecie człuchowskim udał się do pana Langnera, aby uzyskać od niego bardziej szczegółowe informacje na temat gleb w powiecie złotowskim. Flora tego powiatu została dostatecznie zbadana przez Rosenbohma, Caspary’ego i mnie w latach 1879, 1880 i 1881 […] Więc Caspary zginął w służbie nauki i był jej oddany do ostatniego tchnienia.”

Z misją

Jak widać życiorysy uczonych bywają niezwykłe. Zanim Caspary objął katedrę na uczelni, poznał sporo Europy i zebrał mnóstwo życiowych doświadczeń. Niewątpliwie każdy z wyjazdów wzbogacał go, również językowo. W internecie bez trudu odnajdziemy ślady korespondencji Niemca z czołowymi przedstawicielami nauk przyrodniczych, między innymi z Johnem Torreyem i George’m Engelmannem, a nawet z samym Charlesem Darwinem. Okres spędzony na Wyspach pozwolił mu, jak sądzę, opanować język angielski na tyle, aby swobodnie wymieniać listy z kolegami ze Stanów Zjednoczonych lub Anglii.

Drugie, co się tutaj rzuca w oczy, to determinacja w szukaniu dla siebie miejsca w świecie nauki oraz oddanie pracy badawczej. Profesor Caspary opublikował ponad 290 rozpraw i krótkich doniesień z dziedziny botaniki. Przez 25 lat gromadził dane o pruskiej florze (a więc ponownie – krajeńska przyroda!), których jednak nie zdążył zestawić i opublikować w formie monografii. Niemiec okazał się wybitnie niespełniony pisarsko. Jego opus magnum – książka o Nymphaeaceae (grzybieniowatych) – nigdy nie wyszła poza stadium koncepcji i zbierania materiału. Uczony z myślą o tym dziele przygotował mnóstwo notatek oraz szkiców. Ale schody w Iłowie…


PS Z Królewcem przez pewien czas związany był pewien medyk pochodzący z Sępólna – prof. Vossius. Jeśli umknął ci tekst na jego temat, zachęcam do nadrobienia zaległości – klik.

PS 2 Krajeńska przyroda niech nam się budzi do życia. W kolejnym wpisie zajmiemy się nią dokładniej. Pomogą nam w tym panowie Goerke i Rosenbohm.

PS 3 Ceterum censeo 😉 Na dzisiaj to tyle. Dzięki za wspólną wycieczkę po przeszłości. I hej – od razu zapraszam cię na kolejną! Jeśli możesz mi w jakikolwiek sposób pomóc w prowadzeniu strony (inspiracja, materiały itp.), to poproszę. A jeśli uważasz, że niniejszy wpis lub moja działalność są warte dobrej kawy, to też da się z tym coś zrobić. Zawsze możesz postawić mi wirtualnie małą czarną, nie obrażę się. Wystarczy, że klikniesz poniżej:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak oceniasz ten post?

Kliknij na gwiazdkę, żeby ocenić post!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 9

Jeszcze nikt nie ocenił tego posta. Bądź pierwszy!